KURIEREK nr 124 wyd. specjalne
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni
Bochnia – Brzesko – Dąbrowa Tarnowska, data wydania 11.09.2005 nr  124

Mały wielki „Kurierek”

13 grudnia 1981 roku stan wojenny zamroził (ale nie powstrzymał) solidarnościowy pochód do wolności. Kilka miesięcy później wyszedł z konspiracyjnej drukarni pierwszy numer „Kurierka”, pisma bocheńskiej „Solidarności”. Niewielki formatem (A-4), dwustronicowy, rzadziej cztero – krzepił  felietonami i dostarczał wiele praktycznych informacji, choćby z dziedziny praw obywatelskich. Był także kronikarzem swojego czasu, odnotowując skrzętnie dramatyczne wydarzenia stanu wojennego, akty represji, sprawy pracownicze bocheńskich i brzeskich zakładów pracy, a nadto ujawniał wiele niepraworządności. W pierwszym okresie gorących dni mroźnego stanu wojennego „Kurierek” był widomym znakiem trwania „Solidarności” i tonem, nazbyt może patetycznym, ale wyrazistym obwieszczał niezmiennie: Solidarność zwycięży… Do września 1985 roku „Kurierek” obejmował obszar  Bochni i Brzeska  Od października 1985 r. pismo obejmowało zasięgiem działania  Bochnię, Brzesko, Dąbrowę Tarnowską a nawet Tarnów To był swoisty fenomenem, bo pism, o podobnym albo nawet większym zasięgu w samej Małopolsce ukazywało się niewiele.
O trwałości i znaczeniu małego (formatem) „Kurierka”  świadczyło to, że ukazywał się regularnie (raz lub dwa razy w miesiącu) od 13 grudnia 1981 roku do 1989  – w sumie 122 numery. Ani drukarze, ani redaktorzy, jak i kolporterzy, nigdy nie zostali wykryci przez Służbę Bezpieczeństwa.
To, co nie udawało się gigantom niezależnego ruchu wydawniczego „S”, jak „Tygodnik Mazowsze”, czy krakowski „Hutnik”, regularnie „zaliczającym” większe lub mniejsze wpadki, stało się udziałem skromnego, bocheńskiego pisma.
Pamięć o „Kurierku” przetrwała, przede wszystkim dzięki ludziom kiedyś z nim związanym, pieczołowicie przechowującym, wyblakłe już dzisiaj, kartki papieru powielaczowego z coraz mniej wyraźnym, po latach, drukiem. Dzisiaj „Kurierek” jest dokumentem epoki, zapisem stanu rzeczywistego, ale też odzwierciedleniem nastrojów, poglądów i mentalności ludzi Solidarności tamtego czasu. Nie nam oceniać jego znaczenie, ale na pewno wolno nam z dumą napisać: mały formatem, niósł wielkie przesłanie… I do wolnej Polski doniósł. Choć nie donosił.

25 lat później…

Na początku września br. w Rozdzielu, „górskiej stolicy konspiracyjnej Solidarności” spotkali się na towarzyskim ognisku ludzie „S” z Bochni, Brzeska i Krakowa. Wielu spośród nich to redaktorzy, drukarze i kolporterzy „Kurierka”. Okazja oczywista – ćwierćwiecze powstania ruchu, który nieodwracalnie zmienił Polskę i Europę. W 1980 roku młodzi zapaleńcy („pięknie nieroztropni” – Jacek Kaczmarski), teraz posiwiali, ale z pięknie zapisaną kartą swojej historii, splecionej z historią regionu, w którym żyli, a pośrednio z losami kraju.
U niektórych entuzjazm nie ten, co wtedy, ale pozostał błysk w oczach i przeświadczenie, że warto było poświęcić czas, czasem pieniądze, nierzadko zdrowie, a zawsze najlepsze lata życia – na udział w wydarzeniach, które przeorały polską rzeczywistość. Warto było być w środku wydarzeń, które stały się zarzewiem zmian politycznych, społecznych i gospodarczych  w naszej części świata.

I tak jak nie ma jednej historii Solidarności, bo jest sumą losów pokoleń Polaków, tworzących tę organizację, tak nie ma jednej, wspólnej historii bocheńskiej opozycji. Bo była ona różnorodna i wielopłaszczyznowa, jak środowiska, z których wywodzili się jej członkowie. Byli w niej i robotnicy i pracownicy z cenzusem naukowym, ludzie dorośli i kilkunastoletnie wyrostki. Przeważali mężczyźni, ale nie brakowało pań, dla których pojęcie matki-Polki nie ograniczało się tylko do pielęgnacji domowego ogniska. Wszyscy oni, działając w niespełna 30 tysięcznym mieście, przyczynili się do narodzenia legendy, która w jakimś stopniu trwa do dziś, bo po dziś dzień pozostali w cieniu, nie ujawnili swych nazwisk, ani tego, co robili.
Nie odcinają też kuponów od swej działalności, bo uważają, że to, co robili zarówno przed, jak i po stanie wojennym, to był obywatelski obowiązek, obowiązek, a nie droga do kariery. Bo kierowali się patriotyzmem, słowem w obecnych czasach okrutnie sponiewieranym przez różnych piewców tzw. nowej moralności.
Podczas tego rozdzielskiego ogniska zatlił się pomysł, by teraz, dokładnie po 23 latach i 359 dniach od ukazania się pierwszego „Kurierka”, wydać jeszcze jeden jego numer. Wspomnieniowy. W kolejności nr 123… Czy tylko okazjonalny? Czy tylko rocznicowy? Oceńcie Państwo sami.

Ireneusz Sobas

Strony: 1 2 3 4 5 6