Poniżej przedstawiam pierwszą część referatu Piotra Hlebowicza jednego z drukarzy Kurierka B z drukarni w Zagórzanach. Referat porusza także sprawy bocheńskie. Druga część referatu poświęcona sprawom wschodnim dostępna jest pod adresem http://www.sw.org.pl/relacje/wschod2.html
Organizacja podziemna „Solidarność Walcząca”
Nie sposób w tak krótkim referacie oddać całość zagadnienia dotyczącego konspiracyjnej organizacji „Solidarność Walcząca” i jej struktur podziemnych. Dlatego też zmuszony jestem do skrótowego potraktowania tematu z wyszczególnieniem najważniejszych momentów w dziejach organizacji, oraz zadań, w których uczestniczyłem osobiście. Cieszę się ogromnie, iż znaczenie SW w rzeczywistości stanu wojennego (oraz po przemianach okrągłostołowych) zostaje w ostatnich czasach dostrzegane przez coraz większą rzeszę historyków i naukowców. Tym bardziej że byliśmy zwykle pomijani w historycznych opracowaniach tamtego ponurego okresu.
„Solidarność Walcząca” powstała w czerwcu 1982 roku we Wrocławiu (początkowa nazwa – Porozumienie Solidarność Walcząca). Inicjatorem powstania organizacji i przewodniczącym został Kornel Morawiecki, ukrywający się działacz podziemnej Solidarności. W czasach legalnej „Solidarności” Kornel był delegatem na I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku (1981 rok). W odróżnieniu od „Solidarności” – ruchu związkowo-społecznego, „SW” stała się od samego początku organizacją czysto kadrową i miała profil polityczny. Większość członków SW wywodziła się z „Solidarności”, do organizacji weszli także przedstawiciele innych nurtów niepodległościowych. „SW” nie odżegnywała się od rozwiązań siłowych, ale taka ewentualność mogła zaistnieć tylko w określonych warunkach (np. masowe pacyfikacje zakładów pracy z użyciem przez władze broni, represje na szeroką skalę – w ramach szeroko pojętej samoobrony). Był także pomysł napiętnowania agentów i kolaborantów (tak jak w czasie okupacji niemieckiej). Dlatego też niektórzy działacze podziemnej „S” nazywali nas oszołomami i terrorystami.
Byliśmy również z tego względu pod szczególnym obstrzałem czynników bezpieczeństwa PRL – u. Po latach wyszło na jaw, że działalnością Solidarności Walczącej zainteresowane były bardzo NRD-owska STASI i sowieckie KGB. Próbowano rozpracować zwłaszcza zagraniczne przedstawicielstwa „SW”. Niemieckie i sowieckie ekspozytury, nie wierząc polskim kolegom po fachu, próbowały penetrować organizację w Polsce. W instytucie Gaucka są na to dowody. Dlaczego Sowieci tak zainteresowali się „Solidarnością Walczącą”? Odpowiedź jest prosta: po pierwsze, „SW” była organizacją antykomunistyczną i tego nie kryła. Po drugie, nawoływała do walki przeciw ZSSR i zapowiadała rychły rozpad tak Związku Sowieckiego, jak i tzw. obozu socjalistycznego. Prowadziliśmy na bardzo szeroką skalę akcję propagandową w garnizonach sowieckich stacjonujących w Polsce. „SW” drukowała ulotki w języku rosyjskim i rozprowadzała je wśród sowieckich żołnierzy. A można się domyślić, jaka była treść tej bibuły. Nie w smak było sowietom nagłaśnianie przez nas konfliktu w Afganistanie i łamania praw człowieka w samym ZSSR. Byliśmy więc na celowniku kraju przodującego komunizmu. To już było bardzo niebezpieczne.
W „SW” decyzje podejmowała Rada „SW” (11 do 13 osób) i przewodniczący zobligowany był do podporządkowania się jej decyzjom. Tylko w skrajnych sytuacjach politycznych, gdy nie było możliwości Rady zwołać, a należało podjąć ważne postanowienie natychmiast, Kornel rozstrzygał takie sprawy jednoosobowo, a na Radzie „SW” uzasadniał swą decyzję. Tworzenie konspiracyjnych komórek od podstaw było gwarancją „czystości” organizacji od wszelkiego rodzaju donosicieli, agentów służb specjalnych itp. By zostać członkiem „SW”, kandydat musiał mieć dwóch gwarantów – zaprzysiężonych już członków „Solidarności Walczącej”, którzy go do organizacji wprowadzali, a po ostatecznym sprawdzeniu – zaprzysięgali. Nowi członkowie organizowali swoje grupy, nie poznawali jednak innych środowisk. System łączności odbywał się przez tzw. śluzy.