KURIEREK B |
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni |
Bochnia – Brzesko, data wydania 30.09.1985 nr 67 |
BOJKOT WYBORÓW BOJKOT WYBORÓW BOJKOT WYBORÓW BOJKOT WYBORÓW
Witryny sklepów i tablice ogłoszeń znów upstrzono plakatami przygotowanymi jak zawsze przez dyspozycyjnych grafików. Jak podczas każdej komunistycznej błazenady, wystąpiły braki farb, szczególnie czerwonej. Plakaty, przygotowane przez zawodowych debilów lub cynicznych cwaniaków maja sączyć ten debilizm w społeczeństwo, które dość skutecznie oczyszcza z tego miasto. Na półkach pustawo, a do powracającej melodyjki czerwonych o „okresowych trudnościach mimo rytmicznych dostaw” wszyscy zdołali się już przyzwyczaić. Proszek do prania, mydło, pasta do zębów to stałe takty tej melodyjki. Nie słabnące kolejki przed sklepami mięsnymi, mordercze wyczekiwania na węgiel, mimo ze kraj w czołówce wydobycia na świecie, ale nasz kochany szklany soliter wie lepiej: skup żywca wzrasta, na Śląsku fedrują coraz lepiej i coraz więcej. Za to zdecydowanie gorzej fedruje podziemie, „klapa, kompletna klapa” – jak skomentował min. Uszatek. Dla emerytów i rencistów – rarytas, bynajmniej nie w postaci zwiększonej kwoty lecz „ABC rencisty i emeryta”, zalegający w kioskach, prawdopodobnie, by łatwiej mogli się pozbyć głodowych zapomóg /czytaj: rent/.
A dookoła coraz powszechniejszy brud, smród, pijaństwo i ubóstwo. Oto mizeria, plon ekipy Jaruzelskiego w cztery lata po wprowadzeniu stanu wojennego. Nie spotkasz przy tym człowieka, który zapytany o szansę przełamania kryzysu nie machnąłby z rezygnacją ręką. Tak wygląda „kiełbasa wyborcza” komunistów.
Żałosne dyskusje nad ordynacją wyborczą pokazały dobitnie, ze rzekome pozytywne zmiany są po prostu mydleniem oczu, odciąganiem społeczeństwa od sedna sprawy. Ważniejszym okazała się deliberacja nad wiekiem posła, niż tym czym on ma być i co robić, a więc nad programem. Ten zaś od IX zjazdu PZPR pozostaje niezmienny, wyrażony w najdziwniejszym sformułowaniu politycznym, jakie zna historia „linia walki i porozumienia”. Porozumienie według niego to utożsamianie interesu społecznego z interesem władzy, czyli robienie tego, co czerwoni bardzo chcą lub życzą sobie, w przeciwnym razie to więzienie lub „wyparowanie” rękami „nieznanych sprawców”.
Wróćmy jednak na bocheńskie podwórka. Na kandydatów, jak w całym kraju, zostali wyznaczeni /podkr. red./ ci, którzy będą dalej uchwalać to, co każą mocodawcy, nie pomni rejtanowskich słów E. Osmańczyka, dramatycznie wypowiedzianych podczas ostatniego w kadencji posiedzenia sejmu. Zapisze się on w pamięci jako jeden z najgorszych sejmów w historii Polski.
Obok tych, które w końcu XVIII w. grzebały Polskę, oddając je w jarzmo rozbiorów. Bocheńscy kandydaci na kandydatów spotkali się z „aktywem społeczno-politycznym”, a więc nie z mieszkańcami miasta. Ci, co byli wiedzą, jak żałosne było to spotkanie. Żadnego konkretnego programu, za to dużo słów. Teraz zaprezentujemy ich sylwetki, nieco różniące się od urzędowego portretu, którego i tak czytelnicy „K” nie znają.
1. Zdzisława Gnoińska, dr nauk przyrodniczych, nauczycielka LO w Bochni, znana od lat protektorka dzieci notabli bocheńskich /nie tylko czerwonych/.Mimo niekłamanych sukcesów dydaktycznych jest nielubiana przez uczniów za preferowanie pupilów, pogardzanie ubogimi, którym nie skąpi uszczypliwych epitetów. Z jej to przyczyny kilka dziewcząt musi się leczyć u psychiatry. W swoim czasie została publicznie upomniana /tajemnica poliszynela/ za dawanie swoim uczniom korepetycji z biologii i chemii, co jest jednym z najcięższych wykroczeń nauczyciela. Nic dziwnego, że pani Dzidka pozwala sobie na luksusowe wczasy nawet na antypodach Europy, w drogich krajach strefy dolarowej. Od pewnego już czasu cierpi na kompleks władzy, niewyżyte ambicje, które zaspokaja za wszelka cenę, grzebiąc do końca swa godność osobistą. Weszła do zarządu kilku organizacji społeczno-politycznych i to w czasie stanu wojennego, kiedy ich autorytet całkowicie się zdewaluował, a działające w nich osoby powszechnie są uważane za kolaborantów. Jest więc w zarządzie Ligi Kobiet, Pronu, w Zarządzie Głównym Związku Nauczycielstwa Pol., radną Woj. Rady Nar. I współzałożycielką niezarejestrowanego międzyszkolnego ZNP w Bochni.
Położyła duże zasługi pod zantagonizowanie grona nauczycielskiego LO. Per fas et ne fas „gryzła” byłego dyrektora Mirochnę. Aby definitywne podstawić mu stołka wykorzystała w stanie wojennym jakoby jego sympatyzowanie z NSZZ „Solidarność”. To, jak i czynna działalność polityczno-społeczna w kilku organizacjach nie starczyły, by usadowić się na jego fotelu, uprzedził ja aparatczyk partyjny, Makurat. Starcza, by zostać posłanką z okręgu bocheńskiego, bo jak niesie partyjna fama, już została nią wybrana /bez wyborów oczywiście/, Dlatego widzieliśmy ja m.in. na dworcu PKP przy okienku kasy biletowej kupującą /na niby/ bilet i wsiadającą /na niby/ do pociągu w towarzystwie, rzecz jasna, kamery telewizyjnej. I obejrzymy ją w tv kronice krak. jak gorliwie działa, jaka to /bez/radna WRN, tłukąca się pociągami /przez ostatnie kilkanaście lat kolej zna tylko z widzenia/, by odwiedzić swych wyborców, zaradzić ich kłopotom, trudnościom, jak nawiedza progi urzędów dla dobra kochanej dziatwy, szczególnie tej uboższej. Rzeczywiście, godna czerwonych reprezentantka najwyższej izby!