KURIEREK B
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni
Bochnia – Brzesko – Dąbrowa Tarnowska, data wydania 27.02.1987 nr  90

NA MARGINSIE PEWNYCH ARTYKUŁÓW

Wpadł mi w ręce (choć osobiście nie lubię tej gazety) 6-ty tegoroczny numer „Temi”. Znalazłem w nim 2 artykuły poświęcone Bochni, swymi dywagacjami, sprowokowanymi ich lekturą, chciałbym się podzielić z Czytelnikami „KB”.

Artykuł pierwszy, podpisany PK (Przemysław Konieczny?) jest relacją z „niezapowiedzianej wizyty”, jaką złożył w ZPH I sekretarz tarnowskiego KW, Plewniak. Nie warto by jej poświęcać uwagi, bo na takie numery nie dają się dziś nabrać nawet przedszkolaki, wszystkie te „niezapowiedziane wizyty”, „szczere rozmowy z robotnikami”, „odzyskiwanie przez partię zaufania w społeczeństwie” – wszystko to już braliśmy. Zaintrygowało co innego – drobna wzmianka, że administracja ZPH liczy 5% załogi, co rzekomo jest zdrowym objawem. Tymczasem okazuje się, że tak naprawdę na stanowiskach produkcyjnych zatrudnionych jest ok. 1500 osób, co stanowi 53% całej załogi. A cała reszta? Rozmaite sekretarki, mające etaty pracowników fizycznych, SB, POP, OPZZ – cała ta zgraja jest podciągana pod robotników i „szafa gra”. Tylko w imię czego prosty robociarz ma pracować na wypłatę dla szefa neozwiązków czy szefa komórki partyjnej, którzy się pracą raczej nie hańbią? Kiedyś z kapitalistami – krwiopijcami rozprawiono się u nas skutecznie, może spróbować wypróbowanych już metod?

I drugi artykuł, też redaktora Koniecznego. Poświęcony jest życiu kulturalnemu (a raczej jego brakowi) w Bochni. Panie Redaktorze! Całkowicie się z Panem zgadzam: jest źle, jest bardzo źle, bo nasze miasto chamieje w zatrważającym tempie i nie widać zmian na lepsze. Mam do Pana natomiast pretensje, że wśród instytucji, które mimo wszystko walczą o zmianę mentalności i nawyków mieszkańców naszego szacownego grodu, nie wymienił Pan Kościoła w osobie ks. Proboszcza. Dlaczego uważa Pan, że tylko wysiłki jednej ze stron nadają się do opublikowania w partyjnej gazecie? Tymczasem proszę policzyć: ile chórów, o nierzadko międzynarodowej sławie, gościliśmy w przeciągu ostatnich dwóch lat? Dodajmy do tego różnego rodzaju inscenizacje teatralne (jasełka, monodramy), odczyty i prelekcje, urządzane przez Apostolstwo Świeckich, dochodzą do tego filmy religijne, zwyczajowe już opłatki dla różnych grup społecznych i zawodowych, działalność biblioteki parafialnej. Czy to aż tak mało, by nawet o tym nie wspomnieć? Nie dokonujmy podziałów tam, gdzie trzeba budować mosty. Kończy się Pana artykuł takim sformułowaniem: „Obraz dzisiejszej Bochni jest smutny, wytworzenie się małomiasteczkowej subkultury, zanik dobrych obyczajów, bylejakość słowa, zaspokojenie większości potrzeb kulturalno-rozrywkowych w „Regisie” czy „Barbórce” lub w domu przy „suto” zastawionym stole. Bochnia wieczorem jest dzika, groźna i wypełniona pijackim bełkotem.” Pozwoli Pan, że uzupełnię tę wypowiedź jeszcze paru słowami: „Bo o to chodzi komunie. Gdy społeczeństwo (nie tylko Bochni, a całej Polski) doprowadzi się do stanu, gdy jedynymi jego potrzebami będzie: zjeść, tęgo wypić, i wlepić ślepia w ordynarno-głupawą rozrywkę, serwowaną w TV, to z takim społeczeństwem (a raczej wtedy już milionami bezwolnych automatów) będzie można zrobić dosłownie wszystko”. Zgodzi się Pan ze mną, Redaktorze? Kochani, czytajcie „Temi”!

Jan Bocheński

CZAS NA PRZYSPIESZENIE

Ostatnio wieją coraz cieplejsze wiatry ze wschodu, tchnące odwilżą. U nas natomiast wszystko po staremu, „jeszcze północ mrozem dmucha”. Środki masowego przekazu tylko w cenzurowanej formie informują o przemianach u „wielkiego brata”. Jakie te przemiany są? Trudno odpowiedzieć. Są z pewnością taktycznym ustępstwem Gorbaczowa w jego walce o władzę ze „starymi”. W tej wojnie oparł się na dołach partyjnych (tajne wybory w partii!) w walce z aparatczykami średniego szczebla, których jeszcze nie kupił. Jednak ferment w środowiskach literatów i dziennikarzy, powrót do religii zdaje się być autentyczny, niesterowany, a nawet wymykający się spod kontroli partii. Z przeciekających informacji wynika, że w wielu miejscowościach jest już gorąco (uruchomiono taczki), do akcji wkraczają dotąd poniżeni, upodleni, pozbawieni godności ludzie, żądający upodmiotowienia.

A u nas mroźno. Sądzę, że dojrzewa czas na przyspieszenie odwilży, czas jawnego i głośnego upomnienia się o swoje prawa, nadszedł czas upomnienia się o pluralizm związkowy, o prawo NSZZ „Solidarność” do legalnego działania. Istnienie takich organizacji, wyrażających autentyczne interesy robotników jest nie tylko prawem naturalnym i elementarnym wymogiem sprawiedliwości społecznej, ale także koniecznym warunkiem godzenia sprzeczności interesów ekonomicznych i osiągnięcia rzeczywistych kompromisów pomiędzy pracownikami i pracodawcami. Jaruzelski zamachem 13 grudnia 81 nie zahamował biegu historii. Co prawda, załamał nadzieje na rychłe odzyskanie niezawisłości i różnych aspiracji narodowych, ale równocześnie uświadomił nam krach ideologii komunistycznej. W Polsce komunizm się przeżył, stał się skostniałym, zmurszałym ramolem. Dziś już nikt nie nabierze społeczeństwa na piękne słówka, na frazesy kiedy równocześnie gwałci się podstawowe prawa narodu, a rządząca partia wymierza ciosy klasie, z której się rzekomo wywodzi.

Komunizm przegrał gospodarkę. O ile propagandowo wiodło mu się nie najgorzej, to gospodarka była zawsze jego piętą Achillesa. Właśnie sfera gospodarcza w obecnym czasie stać się powinna katalizatorem przemian. Na zakładach pracy winniśmy rozliczać nieudaczników, opanować rady pracownicze, które winny decydować o obsadzie dyrektora, trzeba wyrzucić kamień u nogi polskiej gospodarki – nomenklaturę, zatwierdzanie stanowisk kierowniczych przez partię. Należy kontrolować dyrekcje, siatki płac, protestować przeciwko podwyżkom jawnym i utajnionym, czynić to wszystko, do czego wzywali Lech Wałęsa, Przewodniczący naszego Związku, TKK i TR „Solidarność”.

Koledzy, czas najwyższy przebudzić się z drzemki, uzbroić w odwagę – ze wschodu wieją coraz cieplejsze wiatry.

Strony: 1 2