KURIEREK B
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni
Bochnia – Brzesko, data wydania 05.01.1985 nr  54

DEMOKRACJA TAK – ALE NIE W TYM USTROJU!

Wielu spośród nas wydaje się, że demokratyczne wybranie władzy czy jakiegoś jej organu załatwia wiele jeśli nie wszystkie problemy. Tak jednak nie jest. Najbardziej demokratyczne wybory okazują się bańką mydlaną, jeśli cała struktura jest niedemokratyczna. Nawet jeśli fragment tej struktury jest demokratyczny to i tak stosunkowo wcześnie zostaje on zdominowany przez przeważającą większość struktury niedemokratycznej. Posłużmy się jednak konkretnym a zarazem bardzo przykrym przykładem. W sposób niewątpliwie demokratyczny został jeszcze w czasach „S” wybrany rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Gierowski. Ten sam profesor został wybrany na drugą kadencję już po „wojnie”  w sposób również demokratyczny. I przy pierwszych i przy drugich wyborach wydawało się, że dzieli poglądy swoich wyborców i w miarę możliwości w swoim postępowaniu będzie dawał im wyraz. Tak się wydawało jeszcze wówczas, gdy przyjmował na uczelni Jaruzelskiego, gdy stał na trybunie 1-Majowej manifestacji reżimowców czy gdy udzielał wywiadów prasie i tv. Wszystko to wprawdzie raziło, ale ludzie myśleli, że to są tylko gesty, niezbędne przy sprawowaniu tej funkcji.

Niektórzy nawet to chwalili, podkreślając umiejętności polityczne, szczególnie na tle przykładów Uniwersytetu Warszawskiego  czy Akademii Medycznej w Krakowie. Dalsze postępowanie prof. Gierowskiego wykazało, że nie są to żadne umiejętności polityczne a tylko pełna, bezwarunkowa kapitulacja jego jako rektora U.J. i jako człowieka. Wiosną ub.r. Jaruzelski i jego milicyjni generałowie postanowili nadać wizytującemu Polskę Sekr. Gen. ONZ Javier Perez de Cuellar tytuł doctor honoris causa. Z uwagi na postawy ludzi nauki nie udało się tego zrobić na Uniwersytecie Warszawskim ani gdzie indziej. Podjął się tego prof. Gierowski, kierując sprawę do Wydziału Prawa i Administracji U.J. Rada tego wydziału, w głosowaniu tajnym, wniosek ten odrzuciła. Wówczas prof. Gierowski skierował ponownie ten sam wniosek do swojego rodzimego Wydziału Filozoficzno-Historycznego, gdzie udało mu się tak pokierować głosowaniem, że doktorat został przyznany.

Obecnie Jaruzelski wraz ze swoimi generałami zażądał przyznania d.h.c. premierowi Grecji Andreasowi Papandreu ponieważ uważa go za polityka przerywającego, swoim przybyciem do Polski, jej międzynarodową izolację. Sprawę tę powierzono prof. Gierowskiemu, który jeszcze raz podjął próbę na Wydziale Prawa i Administracji U.J. tym bardziej, że Papandreu jest z zawodu profesorem prawa. Pomny poprzednich doświadczeń prof. Gierowski tym razem pilotował sprawę osobiście. Po pierwsze, choć nie ma takiego zwyczaju, zapowiedział swoje przybycie na posiedzenie Rady Wydziału Prawa i Administracji i przybył na nie. Po drugie – i to jest właśnie szczególnie paskudne – przed tym posiedzeniem wezwał do siebie osoby z Wydziału Prawa, które chodzą w aureoli b. działaczy „S” i z tej racji mają dość duży wpływ na kształtowanie opinii. Powiedział im, że ma „osobistą prośbę”, aby głosowanie w sprawie Papandreu wypadło pozytywnie. Nie wiadomo dokładnie, jakich użył argumentów, prawdopodobnie posługiwał się pojęciem jakiegoś mitycznego „wyższego interesu”. Wiadomo natomiast, że ma bardzo naturalny, ujmujący sposób bycia i że mu się to udało. Byli aktywiści „S” przeprowadzili skuteczną agitację wśród młodszych pracowników, wśród starszych nie było to potrzebne – w większości są dostatecznie oportunistyczni. Tak więc wszystko poszło po myśli Jaruzelskiego i jego posłusznego, demokratycznie wybranego, wykonawcy. Papandreu, niewątpliwie agent KGB, człowiek, który dąży do wyłączenia Grecji z NATO, człowiek, który bodajże jako pierwszy wyraził gotowość do przyjmowania banitów z Polski, otrzymał doctorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. I to wszystko przy wybitnej pomocy demokratycznie wybranego rektora i demokratycznie kiedyś wybranych, posiadających do dzisiaj duży autorytet działaczy „S”.

/Hugo Kołłątaj/
PS. Jak się dowiedzieliśmy „zginęła” lista obecności z w/w posiedzenia celem zatuszowania braku quorum.KOSY NA SZTORC? Polak ma taką naturę, że dużo mówi a mało robi. Popatrzmy więc, na co nas stać. Przy bardziej drażliwych sytuacjach (i nie tylko) krzyczysz „kosy na sztorc i bij czerwonych.”  Za chwilę spotykasz swojego kumpla czy też szwagra, który jest czerwony, podajesz mu rękę i nawet idziecie na piwko. Przychodzisz do pracy i witasz się z „czerwonym” kierownikiem. Boisz się nie podać ręki, bo to kierownik, kumpel, szwagier itp. Utrzymujesz kontakty z „porządnymi partyjnymi”, bo ten ma chody w kw lub kc – im wyżej tym bardziej cię to cieszy. Na pozostałych czerwonych plujesz, bo to już nie twoi znajomi. Pomyśl więc, Bracie Polaku, że większość z nas jest uwikłana w jakieś tam układy i każdy ma takich „porządnych czerwonych”.

Są wśród nich także sb-ecy, ale ty mówisz… „on pracuje w przestępstwach gospodarczych i z polityką nie ma nic wspólnego…” są zomowcy, milicjanci, wroni związkowcy etc. I tak wszyscy, uwikłani w ten partyjno – esbecki układ stajemy się w jakimś stopniu odpowiedzialni za to wszystko, co się w kraju dzieje. Nie mówiąc już o tych „porządnych czerwonych i porządnych sb-ekach”, którzy bezpośrednio przyłożyli rękę do bandytyzmu i przemocy. Ci ludzie są bezpośrednio odpowiedzialni za morderstwa, maltretowanie niewinnych ludzi w komisariatach i kazamatach bezpieki. Oni podpisali glejt, uprawniający cały aparat do działania w ich imieniu, a więc nie ma tłumaczenia. Natomiast Ty, Bracie Polaku, zamiast krzyczeć „bij czerwonych” nie podawaj im po prostu ręki, odwracaj się plecami, i to wszędzie, nie tylko w pracy, ale i na ulicy – bojkotuj. Niech czują, że nimi pogardzasz, oni muszą odczuć, że są izolowani. To będzie dla nich gorsze niż bicz, gorsze niż wojna. Nie nawołuję do nienawiści, ale do zdecydowanego dania odporu zalewającej nas fali kłamstwa i lizusostwa.

/Karol Podziemny/

Strony: 1 2