KURIEREK nr 102 |
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni |
Bochnia – Brzesko – Dąbrowa Tarnowska, data wydania 20.12.1987 nr 102 |
BOŻE NARODZENIE
W grudniową noc, kiedy w przyrodzie dokonało się przesilenie, dzień dotąd ustępujący przed nocą, złamał jej przewagę. Światło zwyciężyło ciemność. Bóg zwyciężył szatana, miłość pokonała nienawiść. Bóg się narodził, zbratał niebo z ziemią, a z niebem ziemię połączył węzłem miłości. Człowiek stał się dzieckiem Boga tak, że odtąd może mówić do niego – Ojcze. Człowiek dla człowieka nie jest wilkiem, a bratem stał się. Oto prawda i romantyzm tej zimnej, a jakże ciepłej nocy. Ogień zakrzepł, moc struchlała, Pierworodny wszystkiego stworzenia stał się nagi, najbiedniejszy z ludzi. Boże Narodzenie to święta miłości, miłości, którą zwycięża Bóg.
Jednak szatan – nienawiść nie poddaje się. Właśnie w miesiącu narodzenia Miłości nienawiść zbiera swoje żniwo. Zbilansujmy miesiąc grudzień w ciągu ostatnich 17-tu lat. 13 XII 81 – wprowadzenie stanu wojennego, masowe aresztowania członków NSZZ „Solidarność”; 15 XII 70 – masakra robotników w Gdańsku przez PZPR przy udziale MO i LWP; 16 XII 81 – zastrzelenie przez ZOMO dziewięciu górników w kopalni „Wujek”; 17 XII 70 – masakra robotników w Gdyni przez PZPR przy udziale MO i LWP; 18 XII 70 – masakra robotników w Szczecinie przez PZPR przy udziale MO i LWP. Oto tragiczny dorobek nienawiści.
Aby miłość była miłością, a sprawiedliwość znaczyła sprawiedliwość, prawo – zawsze prawo, aby ukrócić nienawiść powstał NSZZ „Solidarność”. To nic, że oficjalnie ją zniesiono, odstawiono do lamusa historii. Ona żyje, jest uznawana przez Międzynarodową Organizację Pracy (MOP), afiliowały ją prawie wszystkie liczące się, wolne centrale związkowe. Ona żyje przede wszystkim tu, na naszej ziemi. 6 lat prześladowań związku, z jakże miernym bilansem, o czym świadczy chociażby wynik ostatniego referendum. On właśnie zadaje kłam oficjalnej propagandzie, że jesteśmy tylko historią. My wiemy, że zasiane 8 lat temu ziarno padło na podatną glebę.
Boże Narodzenie skłania do dalszej, religijnej analogii. Chrystus – Miłość, aby zwyciężyć nienawiść – szatana musiał umrzeć, przejść przez morze męk i cierpień. Także i Związek, z niezbadanych zrządzeń Bożych, przeszedł przez oczyszczenie, selekcję. On jej potrzebował, by żyć. Zbyt dużo było mętów, szumowin, karierowiczów – odeszli. Odeszli, co chcieli w miękkich szatach chodzić. Odeszli małej wiary, bez hartu. Pozostali ci, co chcą bronić w tej szarej rzeczywistości słusznej sprawy, tego, co prawdziwe, dobre i piękne; by służyć Ojczyźnie, bronić jej ludzi, ich godności i godności ich pracy. „Praca – wołał Jan Paweł II na Zaspie w Gdańsku – nie może być traktowana – nigdy i nigdzie, jako towar, bo człowiek nie może być dla człowieka towarem, ale musi być podmiotem… Ludzie pracy… na całym świecie dziękują wam, żeście podjęli tę walkę trudną… szlachetną… zmaganie się o godność ludzkiej pracy”. Gdy przywali nas – co może się zdarzyć – beznadziejność, gdy nadejdą zwątpienia o cel i sens tej „pięknej” walki, przypominajmy powyższe słowa Wielkiego Rodaka, tego, który nie kłamie.
Prowadzimy walkę „pokojowymi środkami”, niemniej wymagającą wiele ofiar, cierpień i wyrzeczeń. Wszystkich walczących, szczególnie w kręgu „KB” – redakcję, drukarzy, kolporterów, czytelników, członków „S” i sympatyków niech Narodzony Chrystus mobilizuje, umacnia i podnosi na duchu, wlewa męstwo i odwagę, dodaje sił i otuchę. Służymy dobrej sprawie – Bogu i Ojczyźnie z honorem. Noc się przesiliła, dzień przybliżył się. Do zwycięstwa.
NIEZNANY SZCZEGÓŁ
Leopold Okulicki urodził się w 1898 r. w Okulicach nieopodal Bochni jako syn chłopa. Dalsze jego losy związane są z żołnierską tułaczką. Był legionistą i działał w konspiracji. Dwudziestolecie międzywojenne spędził w wojsku jako oficer. Druga wojna światowa rzuca go, wraz z Armią Polską, przez Związek Sowiecki na Zachód. Powraca do kraju jako „cichociemny”, by następnie stanąć na czele AK zastępując, po aresztowaniu, Bora-Komorowskiego. W 1945 r. zostaje podstępnie aresztowany wraz z piętnastoma przywódcami podziemia i uprowadzony do Moskwy, gdzie w sfingowanym procesie został skazany na 10 lat więzienia. Po roku już nie żył, zamordowany przez sowieckich siepaczy. Tyle encyklopedyczny skrót życiorysu wielkiego człowieka, bohatera Ziemi Bocheńskiej, patrona drukarni „KB”.
Do jego biogramu należy dopisać nieznany szczegół, którego sceną była Bochnia. Jako legionista, po odmowie złożenia przysięgi na wierność cesarzowi, przyjechał do Bochni na urlop. Tu zaczyna działalność w konspiracji. Organizuje akcję, angażując do niej trzech młodych gimnazjalistów. Po rozeznaniu sytuacji opracował precyzyjny plan działania. Codziennie musiał się meldować w koszarach austriackich, mieszczących się przy ul. Krakowskiej, obecny budynek szpitala rejonowego. Do oficera dyżurnego przechodził przez wartownię, gdzie stały karabiny z amunicją. Chodziło o pozyskanie broni.
Plan polegał na odciągnięciu uwagi wartownika, co wykonał jeden z jego trójki, dwaj dalsi czekali pod okienkiem wartowni, przez które Okulicki, po przedostaniu się do wnętrza, podał całe uzbrojenie plutonu wartowniczego. Zniknęli bez śladu, bez strat i z bogatym łupem. Karabinami uzbroił drużynę strzelecką, która w niedalekiej przyszłości rozbroiła Austriaków i wyzwoliła Bochnię.