Obchody 11 XI w Bochni

Tegoroczne obchody rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości w XI 1918 r. miały inny niż zazwyczaj charakter. Władze zarzuciły swą dotychczasową politykę przemilczania tej daty na rzecz uchwycenia inicjatywy w swe ręce. Były więc niezliczone publikacje prasowe (obowiązkowo z Piłsudskim na pierwszej stronie), „My, I Brygada” miała szansę zyskać miano radiowego hitu miesiąca listopada, nawet – o zgrozo! – na uroczystym posiedzeniu sejmu padł wniosek, aby 11 listopada nadać rangę święta państwowego. Niech jednak nikogo nie mylą pozory – komuniści oceniając, że i tak nie zapobiegną niezależnym obchodom, postanowili zrobić „swoje” święto 11 XI.

Stara to taktyka i, niestety, nierzadko skuteczna. 11.XI.88r. wypadł w Bochni chyba nieźle. Najpierw, przed Pomnikiem Czynu Legionowego na ul. Orackiej odbył się uroczysty apel poległych, podczas którego uczczono pamięć legionistów – mieszkańców Bochni, poległych na frontach I wojny światowej. Do nastroju powagi, towarzyszącego tej chwili, zupełnie nie dostosował się przedstawiciel Miejskiej Rady Narodowej. Jego przemówienie, pełne oklepanych zwrotów i terminów żywcem wziętych z podręcznika marksizmu-leninizmu, było zupełnym zaprzeczeniem intencji, w której doszedł do skutku ten apel. Innym, dodatkowym zgrzytem, było umieszczenie niektórych wiązanek kwiatów nie bezpośrednio na pomniku, ale na płycie umieszczonej u jego stóp, upamiętniającej zabitych milicjantów i ubeków. Czyżby spóźnione kwiaty z okazji październikowego święta MO i SB? Wśród składających wieńce dostrzeżono także ekipę z ul. Krakowskiej. Może ci sami, którzy polowali wcześniej na „warchołów”, wzniecających niepokoje publiczne przez składanie kwiatów na tym samym pomniku. Frekwencja na apelu była niska. Praktycznie oprócz wyznaczanych delegacji i spędzonej naprędce młodzieży, zaledwie mała garstka osób przyszła z własnej woli. U przyczyn tego zjawiska tkwi chyba zakorzenione u mieszkańców Bochni przeświadczenie, że pomnik na ul. Orackiej to „pomnik milicjanta”. Pozostaje mieć nadzieję, że sytuacja ta w przyszłości ulegnie zmianie.

 

Wieczorem, w kościele parafialnym, odbyła się uroczysta Msza św. w intencji Wskrzesicieli Rzeczypospolitej Niepodległej. Bezpośrednio przed samą mszą jak i nieco wcześniej na mieście oraz w niektórych zakładach pracy rozrzucono okolicznościowe ulotki. Msza zgromadziła dawno nie widzianą na tego typu uroczystościach liczbę ludzi. Bardzo dobre kazanie powiedział ks. dziekan Dziubaczka. Mówił o różnych sferach wolności człowieka i sposobach ich obrony przed czyhającymi zewsząd zagrożeniami. Po mszy około 100 osób przemaszerowało w zwartej grupie, najpierw pod Pomnik Legionistów, a później na Rynek, pod tablicę zawieszoną na ścianie muzeum. Zapalono znicze i złożono kwiaty z szarfami „Solidarności”. Wiązanka na muzeum przetrwała cały następny dzień, dopiero nocą została usunięta przez „znanych sprawców”.

 

Uzupełnieniem uroczystości, związanych ze Świętem Niepodległości, były dwie wystawy. Jedna, zatytułowana „Sen o szpadzie”, a otwarta w muzeum, poświęcona jest kształtowaniu się koncepcji niepodległościowych wśród Polaków i ich urzeczywistnianiu podczas Wielkiej Wojny 1914-18 oraz wojny polsko-bolszewickiej. Druga, zorganizowana w Domu Bochniaków, poświęcona jest gen. Leopoldowi Okulickiemu. Warto je zobaczyć!

Wiadomości

Z konferencji prasowej Alfreda Miodowicza przed spotkaniem z Lechem Wałęsą: „…to będzie rozmowa w cztery oczy na oczach miliardów ludzi. Będzie to rozmowa elektryka z nagrzewnicowym”. Jest to prawda. Alfred Miodowicz nadal jest na etacie nagrzewnicowego na wydziale Wielkich Pieców Huty Lenina i pobiera z tego tytułu wynagrodzenie – jak na nagrzewnicowego przystało – niemałe. W listopadzie 1987 r. Miodowicz otrzymał podwyżkę płac. Do spotkania, transmitowanego „na żywo” przez TVP doszło 30.XI. O ile obawiano się, że Miodowicz zdominuje Wałęsę, który nigdy nie uchodził za krasomówcę, to rzeczywistość temu zaprzeczyła. Byliśmy świadkami świetnego wystąpienia Przewodniczącego, przy którym Fredzio ze swoimi koncepcjami wypadł żenująco blado. Przy końcu debaty (czego telewizja nie pokazała) miał ponoć rzucić: „kończ waść, wstydu oszczędź”.

11 listopada po mszy św. w kościele OO Filipinów w Tarnowie uformował się pochód z wieńcami i transparentami, który udał się do grobu Nieznanego Żołnierza. Po wiecu pod pomnikiem, na którym przemawiali przedstawiciele „S”, KPN i Federacji Młodzieży Walczącej, odśpiewano hymn narodowy i uczestnicy poczęli wolno rozchodzić się. Wtedy zaatakowała milicja mundurowa i funkcjonariusze SB. Zastosowano blokadę i urządzono łapankę, bito pałkami, wykręcano ręce do tyłu, kopano. Zatrzymano łącznie ok. 120 osób, wiele z nich dotkliwie pobito. Zatrzymania trwały niejednokrotnie do późnych godzin nocnych. Obecnie rozsyłane są wezwania na przesłuchania i wnioski na kolegia. Wezwania otrzymali m.in. Grzegorz Syrek, Stanisław Drąg, Andrzej Fenrych, Andrzej Migała, Andrzej Franczyk (najbardziej pobity), Marek Kupiec, Marek Migała, Leonard Łącki, Marian Pamuła, Paweł Franczyk, Izabela Pilas, Wacław Gajewski, Karol Krasnodębski, Krzysztof Warchoł. Obecnie SB chodzi po szkołach ze zdjęciami, szukają ewentualnych uczestników wiecu. 21 listopada funkcjonariusze dotkliwie pobili na ulicy Bogdana Macha („S” Geodezja). Skutki pobicia: złamana szczęka, wybite cztery zęby, liczne siniaki na głowie i ciele. W dniu 10 listopada do punktu katechetycznego przy kościele p.w. św. Rodziny, gdzie mieści się siedziba duszpasterstwa Świata Pracy „nieznani sprawcy” dokonali włamania, demolując pomieszczenie i niszcząc przedmioty kultu religijnego.

Skłonność Polaków do kieliszka nikogo nie dziwi lecz widok pijanego kierownika w pracy może szokować. Tak też było 1.XII w ZPH Bochnia, kiedy to kierownik działu socjalnego Kazimierz Zwieńczak nie mógł się porozumieć z interesantami, gdyż jego pijacki bełkot nie był za bardzo zrozumiały dla nich, także chód pana kierownika wskazywał na to, że jego buty są dość ciasne. Okazją do wypicia miało być ponoć „wkupienie” się nowej pracownicy.

/KT/

Strony: 1 2 3