NIE, NIE ŻAL MI
Kwiecień jest już tradycyjnie uznawany w Polsce za miesiąc pamięci narodowej. Przyłączając się do tych obchodów publikujemy zapis rozmowy z Grigorijem Nijazowem, oprawcą więziennym z Omska – tacy jak on dokonali zbrodni katyńskiej. Tekst zamieściły „Moskowskije Nowosti”:
„- A jaka była twoja praca?
– Zwyczajna. Dyżurowało się dobę, dzień. W dzień wyjeżdżało się samochodem na stację, na pociąg. Zabierało się więźniów, przywoziło, potem rozprowadzało po celach, eskortowało się obsługę, kiedy nosiła kocioł z lurą, stało się u korytarza, kiedy rozdawano jedzenie – zwykła praca.
– A kto ich rozstrzeliwał? Czy to byli specjalni ludzie?
– Skąd, nie był żadnych specjalnych ludzi. Myśmy rozstrzeliwali.
– Jak?
– No jak? Rano zdawało się dyżur nowej zmianie, szło na wartownię, brało się karabin, tam nam dawali po szklance wódki. Potem brało się listy i ze starszym szło po celach, wyprowadzało i do samochodów.
– Jakich samochodów?
– Odkrytych. W każdym samochodzie ich po sześciu i czterech naszych.
– Czy wiedzieli, dokąd się ich wiezie? Odczytywano im wyroki?
– Nie, żadnych wyroków nie odczytywano, nic nie mówiono; tylko: „Wychodzić, naprzód przed siebie, do samochodu!”
– A jak się zachowywali, w samochodzie?
– Mężczyźni, ci milczeli. A kobiety zaczynały płakać, mówiły: „Oj, co wy robicie, przecież my niewinne, towarzysze, co wy robicie?” – i takie tam inne…
– Daleko ich wywoziliście?
– Ze 12 km, na wzgórze, „Bezludne wzgórze” nazywało się. Ale tam dookoła wzgórza, a pośrodku ich wysadziliśmy.
– A więc wysadzaliście ich i odczytywaliście wyrok?
– Co im odczytywać? Krzyczeliśmy „Wychodzić! Stać!” – wychodzą, a przed nimi już wykopany dół. Wyszli, tulą się do siebie, a my od razu po nich…
– Milczeli?
– Niektórzy milczeli, niektórzy zaczynali krzyczeć: przecież my komuniści, giniemy niewinnie i takie tam. A kobiety tylko płakały i tuliły się do siebie. A my ich od razu…
– A lekarz z wami był?
– A po co? Strzelaliśmy, kto się ruszał – dobijaliśmy i do samochodu. A z boku już czekała brygada.
– Co za brygada?
– U nas w strefie specjalnej mieszkała brygada „urków” z obozu. Oni obsługiwali więźniów, a poza tym do nich należało kopanie i zasypywanie dołów. My odjeżdżaliśmy, a oni wrzucali do dołów, zakopywali i wykopywali dół na następny dzień. Lekcja skończona – do strefy, zapisywano im punkty i dobrze ich karmiono, a i robota nieciężka – nie karczowanie.
– A Wy?
– My wracaliśmy do obozu, zdawaliśmy broń na wartownię i piliśmy bezpłatnie – ile chcieliśmy. Inni dużo – ciągnęło darmowe, ale ja zawsze wypijałem jedną szklankę, schodziłem na stołówkę, jadłem coś gorącego – i do koszar spać.
– A dobrze spałeś? Nie było ci strasznie?
– Co miało być strasznie?
– No, że tylko co zabiłeś ludzi. Nie było ci żal?
– Nie, nie było mi żal. Nie myślałem o tym. Spałem dobrze, w dzień się spacerowało, są tam piękne miejsca. Trochę smutno, oczywiście bab nie było.
– A żonaci byli wśród was?
– Nie, z żonami nie brali.
– Grigoriju Iwanowiczu. A wiedziałeś, że ludzie, których rozstrzeliwałeś, byli niewinni?
– Wtedy o tym nie myślałem. Potem – tak. Wzywano nas do prokuratorów, wypytywano, tłumaczono, że oni niewinni, że były błędy i te… wypaczenia. Jednak powiedziano nam, że my nie mamy z tym nic wspólnego, że niczemu nie jesteśmy winni.
– No dobrze, kazano wam, więc strzelaliście. Jednak dowiedziałeś się, że zabijałeś mężczyzn i kobiety, którzy niczemu nie byli winni, czy potem sumienie cię nie męczyło?
– Sumienie? Nie, nie męczyło mnie. Nigdy tego nie zapominam i nie myślę o tym, a kiedy nawet i wspominam – nie, w ogóle, w ogóle jakby niczego nie było. Ja, wiesz, teraz stałem się taki litościwy. Patrzę – jakiś staruszek się męczy, to mi tak się go robi żal, czasami mogę zapłakać. A tych – nie, nie żal mi, w ogóle nie żal, jakby ich nie było.