Kulinaria i kulisy

NALEWKA POMIDOROWA

Pod takim tytułem jedna z bocheńskich gospodyń zanotowała następujący przepis kulinarny: 1 opakowanie pasty pomidorowej, 50 – 100 ml wody, 1 łyżka oleju słonecznikowego, 3 – 5 łyżek spirytusu. Wymieszać i odstawić na 24 godziny. Gdyby dzisiaj komuś przeszło do głowy sporządzić taką nalewkę, to ostrzegamy, że spożyć ją może wyłącznie na własną odpowiedzialność, a najlepiej w obecności lekarza. W tym przepisie zakamuflowana jest bowiem receptura farby drukarskiej do sitodruku, jednej z technik drukarskich używanych w niezależnym obiegu wydawniczym PRL.A jak rozszyfrować ten przepis? – Pastę pomidorową zastępujemy pastą do prania „Komfort” (wtedy taka była w sprzedaży), spirytus – farbą offsetową (w razie jej braku pastą do butów „Erdal”), a reszta dokładnie jak w przepisie. Do szczęścia potrzebna była jeszcze ramka na zawiasach, na którą napięte było drobne sito. Sito pokrywano emulsją światłoczułą, a później przykładano do niego kliszę z pozytywem tekstu, naświetlano halogenem i po wypłukaniu – gotowe do drukowania. Jeszcze tylko rękawice, aby nie odcisnąć przypadkowo na gazetce odcisku palca – i gotowe. Taką techniką wydano cztery numery „Kurierka”: nr 100, 101, 102 oraz 108. A w podziemnym drukarstwie w Polsce tą techniką wydano wiele znaczących pozycji książkowych i pism drugiego obiegu. KASJER W DRUKARNI.  Od numeru 116 „Kurierek – B” drukowano na powielaczu offsetowym. Wówczas pojawiły się pewne problemy. Maszyna offsetowa przyjechała (jakiż to łańcuch ludzi dobrej woli, z Polski, Europy i USA, kryje się za tym krótkim – „przyjechała”) zapakowana bez instrukcji obsługi. Jeden z podziemnych drukarzy „S” uruchomił ją, ale coś było nie w porządku. Maszyna zabierała po kilka kartek jednocześnie i nie można było sobie z tym poradzić. W związku z tym przy każdym drukowaniu jeden z drukarzy czuwał nad papierem, „wydzielając” powielaczowi kartki papieru, przez co w odliczaniu kartek nabrał wprawy bankowego kasjera, liczącego banknoty – i takim mianem został „ochrzczony”. Po latach stosowania „kasjerskiej techniki”, w roku 1989, kiedy drukowaliśmy ostatniego „Kurierka” – nr 122, zauważyliśmy w offsecie dwa otwory na blaszki, których przeznaczenia dotąd nie znaliśmy. A blaszki używaliśmy do… mieszania farby. Kiedy jednak, zamiast mieszać farbę, włożyliśmy je w te właśnie otwory – maszyna zaczęła drukować bez zarzutu. Wówczas jeden z drukarzy powiedział: szkoda, że to drukowanie się kończy, bo teraz moglibyśmy drukować bez problemów duże nakłady.
I pomyśleć, co potrafi Polak, kiedy nie zna instrukcji? 
NAJCIEMNIEJ POD LATARNIĄ. Żeby móc drukować na offsecie, trzeba było przygotować matryce. Można było je wykonać na kserografie lub metodą fotograficzną. Kiedy w 1989 r. w zaprzyjaźnionej firmie, która wykonywała nam od czasu do czasu matryce (tzw. blachy) zepsuł się kserograf, matrycę wykonano w jednym z komitetów PZPR. Tam SB na rewizje nie przychodziła. A dzisiaj wspominamy ten fakt, jako piękny przykład groteski i absurdu PRL–u, skądinąd, „najweselszego baraku w obozie socjalistycznym”. 

Jerzy Orzeł

Jak to „Jaruzelski” w chodnikowym pochodzie w Bochni maszerował

Wiemy o tym, że gen. Jaruzelski brał udział w pochodach pierwszomajowych. Ale żeby do Bochni pofatygował się I sekretarz KC PZPR, premier, zwierzchnik Sił Zbrojnych i przewodniczący Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego w jednej osobie? A jednak…

1 maja 1983 roku po godzinie 14 spod bocheńskiej huty (wtedy ZPH) wyruszył pochód. Pierwszomajowy, a jakże inny: niby robotniczy, ale bez trybuny z „aktywem robotniczo – chłopskim”. Nie po ulicy (zakaz zgromadzeń), ale po chodniku, bez orkiestr, zastępów młodzieży, spędzonej „dobrowolnie” – po prostu autentyczny pochód robotniczy.

Kilkuset chłopa, rozciągniętych na długości przynajmniej 200 metrów, szło chodnikami pod eskortą milicji, SB, ORMO, które wszelako nie atakowały. Bo niby jak? Atakować idących po chodniku? – ulicami Wygoda, dalej Dzierżyńskiego (kto dziś pamięta, która to ulica?), 22 Lipca, do kościoła św. Mikołaja. Po drodze przyłączali się inni, także ci, będący na służbie. Pstrykają milicyjne aparaty. Jawnie. Na pamiątkę, a po cóż by innego?!

Kilka dni później Służba Bezpieczeństwa zaprasza uczestników pochodu na przesłuchania. Zbiorowo. Nowy obyczaj tajnej policji: było święto, są pamiątkowe zdjęcia, a więc: zapraszamy chłopcy, wpadnijcie na komendę powspominamy, rzucimy okiem na fotki, może kogoś rozpoznamy? Padają zabawne pytania esbeckich mistrzów intelektu:

Strony: 1 2 3 4 5 6