KURIEREK B |
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni |
Bochnia – Brzesko, data wydania 30.10.1983 nr 25 |
Marzenia prokuratora
Chcąc odpowiedzieć na powyższe pytanie, należy cofnąć się do pamiętnego roku 1980. Strajk na Wybrzeżu, podpisanie porozumienia, wbrew oczekiwaniom rejestracja „Solidarności”, krzepnięcie Związku, dyskusje w gronie najzaufalszych, rozkład partii i… co niektórzy zagorzali zwolennicy Lenina, ba – i Stalina również, stanęli nie przed byle jakim dylematem: co dalej? A nuż partia rozpadnie się, na co wskazywały wszelkie znaki na ziemi i na niebie, i co z naszymi stołkami? Wcześniejsza emerytura – nie, za wcześnie, jeszcze chce się rządzić. A „Solidarność”, to jest naród przez ręce „Solidarności”, dobiera się do dużo wyżej postawionych osobistości od prokuratora rejonowego, a grzeszki są i to wcale niemałe. Nie lepiej zatem wsiąść do pociągu, któremu na imię „Solidarność”?.
Odtąd pan prokurator zaczął puszczać piękne oko, robić przymilne miny do przedstawicieli Związku. Znalazł się na łamach „Gazety Krakowskiej”, uważanej wówczas za agenturę, jeżeli nie CIA to przynajmniej „Radia Wolna Europa”, za sprawą ratowania zabytkowych grobowców na cmentarzu bocheńskim, następnie uczestnictwo w pracach przejęcia Bochni pod administrację terenową w Krakowie, powrotu do tradycyjnego nazewnictwa ulic miasta (z placem generała Okulickiego), restauracja płyty Piłsudskiego na budynku Muzeum bocheńskiego i pomnika legionów oraz wiele innych. Pan prokurator czuł się już pewnie, miał zaklepane na wszelki wypadek stanowisko. Czy tylko? A może będzie awans na prokuratora wojewódzkiego? „Solidarność” przecież jest taka prosta, tak łatwowierna, tak szeroko otwarta dla wszystkich, że do jej szeregów poczęły się zbiegać hieny, czujące padlinę komunizmu, wszelkiego autoramentu cwaniacy, no i… SB-ecy. Ale pan prokurator się przeliczył. Jak grom uderzyła weń wiadomość o zamachu czerwonej WRON-y jaruzelskiego na naród. Trzeba było, i to czym prędzej, wyskakiwać z pędzącego pociągu „Solidarności” aby, broń Boże! nie podpaść zwierzchnikom. Należało odnowić zadawnione więzy z SB-ecją, przede wszystkim trzeba było wykazać się, żeby oddalić od siebie nawet cień podejrzenia o sympatię (z wyrachowania) do „Solidarności”. I zaczął się srożyć, iść na wyprzódki w okazywaniu gorliwości urzędnika WRON-y.
Zamykał więc, żądał wysokich wyroków, straszył w czasie przesłuchań pistoletem, groził wokoło internowaniem. Osiągnął wyniki, którymi wyprzedził wojewódzki, sześciokrotnie większy Tarnów, nie mający tylu sądzonych i więzionych, Gorliwość prokuratora była taka wielka, iż zdawało się mu, że wyniesie go na fotel prokuratora wojewódzkiego. Jednak nic z tego, za wysokie progi, znowu się przeliczył. Prokurator w swoim małym ciele nie ma napoleońskiego ducha ani rozumu, brak mu polotu, wyobraźni, wizji i przewidywania. Nadgorliwość Piotrowskiego została jednoznacznie odczytana w urzędach Tarnowa i budziła uśmieszki politowania. Paranoik – twierdzono. Znają go dobrze, bardzo dobrze. O jego alkoholizmie kracze każda bocheńska wrona. Jego pijackie amoki w pracy powtarzają się z regularnością kobiecego periodu. Jego agresywność pijacka względem współpracowników i patentów, znana jest całemu miastu. Dlatego prokurator Piotrowski pozostanie tylko prokuratorem rejonowym. Nie spadnie niżej, bo przecież jest SB-ekiem i wszedł, co prawda, na niski, ale zawsze szczebel nomenklatury w systemie totalitarnego komunizmu. Broni go zatem system. Jeżeli system ma takich luminarzy, jak pan prokurator, to trawestując powiedzenie Lenina, tym gorzej dla systemu.