KURIEREK B
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni
Bochnia – Brzesko, data wydania 25.01.1984 nr  33

121 LAT TEMU

15 stycznia minęła 121 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Było ono wymierzone przede wszystkimi przeciw Moskalom, głównym ciemięzcom narodu polskiego. Rządy ich na ziemiach etnicznie polskich można streścić słowami cara, Aleksandra II, wypowiedzianymi w Warszawie w roku 1856 r.: „Panowie, żadnych marzeń… trzeba porzucić wszelkie marzenia o niepodległości… nie zawaham się przed karaniem”. O tę właśnie niepodległość bili się powstańcy. Dyktator powstania, R. Traugutt w maju 1864 r. zeznał w śledztwie: „Celem jedynym i rzeczywistym naszego powstania jest odzyskanie niepodległości i ustalenie w kraju naszym porządku, opartego na miłości chrześcijańskiej, na poszanowaniu prawa i wszelkiej sprawiedliwości… Nie mamy zamiaru mieszać się do innych… Idea niepodległości jest tak potężna, że jej nic nie pokona”.

Po półtorarocznych walkach, przeważnie partyzanckich, powstanie upadło. 5 sierpnia 1864 r. pięciu jego przywódców zginęło na szubienicy. Rankiem tego dnia w pobliżu miejsca stracenia, Cytadeli warszawskiej, gdzie ustawiono 5 szubienic, napłynął z miasta 30-tysięczny tłum. Asystował przy egzekucji, klęcząc, ze śpiewem „Święty Boże”. Traugutt został stracony pierwszy. Powstanie upadło, z góry było skazane na klęskę jako beznadziejny zryw wolnościowy. Pozostała jednak idea, idea NIEPODLEGŁOŚCI. I mimo, iż historycy – pseudohistorycy PRL szczególnie ubolewali nad jego sensem, nad brakiem pozytywnych skutków, to z naciskiem należy stwierdzić, że powstanie było wyrazem wierności Polaków dla wielu narodowych ideałów, a przede wszystkim dla wartości, jaką była i jest prawdziwa wolność i niepodległość. Powstanie mówi także o wewnętrznej sile i głębokiej samoświadomości jego uczestników. Te wartości pozwoliły przetrwać narodowi różne koleje losu i scalały Polaków. Dzięki nim Polacy nie zrusyfikowali ani nie zgermanizowali się i dzięki tym wartościom nie zrusyfikujemy się! W tym kontekście dziwne co najmniej wydają się wywody o braku roztropności dziejowej Polaków. Roztropność jest potrzebna, ale nie za wszelką cenę, nie może stać się celem samym w sobie. Tak pojęta roztropność jest krańcowa i nie różni się prawie nic od konformizmu, czyli pogodzenia się z niewolą. Konformizm często stroi się w szaty roztropności, pseudorozwagi i realizmu, w gruncie rzeczy po to, aby zamaskować brak odwagi cywilnej lub strach przed zburzeniem wygodnego gniazdka. Na zakończenie przytoczę słowa powstańca, gen. Hauke-Bosaka: „Zachowajmy ten urok powstańczego Rządu Polskiego tym nowym 5 milionom Polaków, których powstanie stworzyło i tym samym dzieło nasze i Ojczyznę uratujemy! Teraz już Polska, Ojczyzna nasza nigdy nie zginie…, a więc Polska jest i będzie.” Po 120 latach widać, jak trafna była to prognoza. Na przekór wzmożonej do maksimum rusyfikacji popowstaniowej szerzyła się Polska: Polska literatury pięknej, Polska naukowców, Polska malarzy, Polska teatru i czasopiśmiennictwa, wzrastała i wzmagała się Polska przemysłowa i rolnicza. Polska powstała i Polska prawdziwie niepodległa, póki są Polacy, powstawać nie przestanie.

Koniec komunizmu. Z początkiem nowego roku 1984 propagandyści telewizyjni poczęstowali nas obfitą dawką przepowiedni astrologiczno-kabalistycznych. Już nie pamiętam dokładnie wywodów, ale zdaje się, jakoby Byk miał wejść na Pannę, jednak nie jest do dostateczna przyczyna obaw, gdyż nic z tego nie będzie. Mimo, że rok jest przestępny, to zarówno w świecie jak i w kraju nic specjalnego się nie zdarzy, nie będzie napięć ani konfliktów. W tym – jak widać – tkwi tajemnica przydzielenia wróżbitom tak długiego czasu antenowego. Mieli uspokoić telewidzów. Mam zresztą wątpliwości, czy byli to prawdziwi kabaliści, czy tylko zwyczajni propagandziści, wykonujący jedno z wielu wyuczonych wcieleń. Jeżeli tak jest, to z powyższego stosunku astrologicznego może urodzić się nowy Minotaur, potwór o ciele mężczyzny a głowie byka, który zamiast dziewic i młodzieńców będzie pożerać komunistów. Reżim jaruzelskiego bez wątpienia boi się tego roku, bo ma to być rok wprowadzenia drastycznej, a może drastycznych, podwyżek cen i rok wyborów, a jak sięgnąć pamięcią wstecz lata podwyżek zaznaczały się gwałtownymi protestami robotników, powstaniem KOR-u i Solidarności oraz obaleniem ekip Gomułki i Gierka. Junta zaś Jaruzelskiego, oprócz dziedzicznej już nieudolności gospodarczej, towarzyszącej wszystkim dotychczasowym rządom PRL-u, odznacza się jeszcze zamordyzmem politycznym. Z tych przyczyn w Polsce wyczuwa się niepokój, połączony z oczekiwaniem na zmianę. Na dodatek w bieżącym, 1984 roku, według powieściopisarza angielskiego George Orwella (1903-50) ma upaść system totalitarnego komunizmu, a więc w obecnym roku nastąpi KONIEC KOMUNIZMU! O, gdyby to się sprawdziło, dziesiątki milionów Polaków mogłoby powtórzyć za wieszczem A. Mickiewiczem:

„O roku ów! Kto ciebie widział w naszym kraju!…
I poprzedzony głuchą wieścią między ludem;
Ogarnęło Litwinów serca z wiosny słońcem
Jakieś dziwne przeczucie, jak przed świata końcem
Jakie oczekiwanie tęskne i radosne.”

Roku obecnego nie wahajmy się obchodzić pod hasłem końca świata komunistycznego. Nie jest to proroctwo (a może?), ale pamiętajmy, że upadały cesarstwa i systemy, upadła w „proch i pył krzyżacka zawierucha”. Święte Przymierze runęło, tak też musi rozpaść się przymierze bolszewickiej Rosji z demoludami, musi runąć system ustalony w Jałcie. Orwell w powieści „Rok 1984”, w której przewidział koniec komunizmu, ostrzega czytelników przed dyktaturą, potrafiącą sparaliżować człowieka strachem, uczynić z niego powolne sobie narzędzie. Cała książka jest jednym wielkim oskarżeniem totalitaryzmu przez tych, którzy miłują wolność i sprawiedliwość. Jest to przypowieść o władzy, niemającej poparcia narodu, kiedy mniejszość rządzi większością terrorem i strachem. Autor jednak stwierdza, że przymus fizyczny nie wystarczy do rządzenia narodami, bo w pewnym momencie nastąpi wstrząs, otrząśnięcie się z koszmaru i przemocy, gdy naturalne prawo człowieka do wolności jest silniejsze od strachu, a brak wolności jest najmocniej odczuwalnym cierpieniem człowieka. Bez wątpienia Związek Radziecki i jego satelitarni sojusznicy stanowili inspirację do napisania tej powieści w 1948 r. Orwell książką tą chce pobudzić opór przeciw ustępliwości człowieka i pogodzeniu się z losem poddanego. Jaruzel i jego spółka zatem mają się czego obawiać, mają nawet przed czym drżeć, stąd, zgodnie z tym, co napisał Orwell, będą używać wszelkich chwytów. Nie dajmy się jednak zastraszyć. Trwajmy w czynnym i biernym oporze i pamiętajmy, że koniec komunizmu totalitarnego rychlej czy później musi nastąpić, a my przyczyńmy się do tego.

Strony: 1 2 3