LIST ADAMA MICHNIKA do gen. Kiszczaka, datowany dnia 10.12.1983 (cytujemy obszerne fragmenty)

W przedmiocie zwrócenia mi do celi książek okazał się Pan niekompetentny. Starczyło natomiast Panu kompetencji, aby złożyć mi dość osobliwą propozycję. Brzmiała ona: albo najbliższe Święta spędzę na Lazurowym Wybrzeżu albo czeka mnie proces i wiele lat więzienia. Zapewnia Pan zarazem, że po procesie, gdy władza przełknie tę żabę, o wyjeździe nie będzie mogło być mowy. W ten sposób dowiedziałem się, że Ministrowi Spraw Wewnętrznych w PRL jest trudniej pohamować nadgorliwość w dokuczliwości funkcjonariuszy SB niż odgadnąć wyrok Sądu Wojskowego i szeroką dłonią ofiarować wczasy na Lazurowym Wybrzeżu. Ma Pan duszę jak step ukraiński, Panie Generale. Tytułem rewanżu ofiarowuję Panu przeto, śladem pana Zagłoby podążając, tron w Niderlandach. Monarcha Niderlandów, Król Kiszczak I. Czy nie znajduje Pan urody w tym sformułowaniu? (…) Piszę ten list wyłącznie we własnym imieniu, ale mam podstawy, by sądzić, że podobnie rozumują tysiące ludzi w Polsce. Doszedłem do przekonania, że w składanej mi propozycji opuszczenia Polski:

1. Przyznaje Pan, że nie uczyniłem nic takiego, co upoważniałoby praworządny urząd prokuratorski do sformułowania zarzutów o przygotowanie do obalenia ustroju siłą lub osłabienie mocy obronnej państwa, zaś praworządny sąd do orzekania wyroku skazującego. Podzielam ten pogląd.
2. Przyznaje Pan, że wyrok jest już ustalony na długo przed rozpoczęciem procesu. Podzielam ten pogląd.
3. Przyznaje Pan, że akt oskarżenia, sformułowany przez dyspozycyjnego prokuratora i wyrok skazujący, orzeczony przez dyspozycyjnych sędziów, będą na tyle nonsensowne, że nikogo w błąd nie wprowadzą. Skazanym przywrócą chwałę, a skazującym i ich dysponentom hańbę. Podzielam ten pogląd.
4. Przyznaje Pan, że celem toczącego się postępowania karnego nie jest zadośćuczynienie prawu, lecz pozbycie się przez elitę władzy kłopotliwych oponentów. Podzielam ten pogląd.

Na tym wszakże kończy się zgodność naszych opinii. Uważam bowiem, że aby tak jawnie przyznawać się do deptania prawa trzeba być durniem. Aby, będąc więziennym nadzorcą, proponować człowiekowi więzionemu od 2 lat Lazurowe Wybrzeże w zamian za moralne samobójstwo, trzeba być świnią. Aby wierzyć, że ja mógłbym taką propozycję przyjąć – trzeba wyobrażać sobie każdego człowieka na podobieństwo policyjnego szpicla. Wiem dobrze, Panie Generale, do czego wam nasz wyjazd jest potrzebny. Do tego, aby nas ze zdwojoną siłą opluskwiać w swoich gazetach jako ludzi, którzy ujawnili swe prawdziwe oblicze, którzy przedtem wykonywali cudze dyrektywy, a teraz połasili się na kapitalistyczne luksusy. Do tego, by zademonstrować światu, że wy jesteście szlachetnymi liberałami a my szmatami bez charakteru. Do tego, by móc Polakom powiedzieć: patrzcie, nawet oni skapitulowali, nawet oni stracili wiarę w demokratyczną i wolną Polskę. Do tego przede wszystkim, by poprawić swój własny wizerunek w swoich własnych oczach, by móc z ulgą odetchnąć – oni nie są lepsi ode mnie. Bo was niepokoi sam fakt istnienia ludzi, którym myśl o Polsce nie kojarzy się z ministerialnym stołkiem a z więzienną celą, ludzi, którzy przedkładają Święta w areszcie śledczym nad ferie na Lazurowym Wybrzeżu. Wy nie wierzycie w istnienie takich ludzi! Dlatego, w swym ostatnim przemówieniu sejmowym osiągnął Pan w obelżywości oskarżeń poziom polskiego klasyka tego gatunku, Stanisława Radkiewicza, dlatego mówicie nawet między sobą, że my albo jesteśmy wielkimi spryciarzami, bo otrzymujemy pieniądze i instrukcje od wywiadu amerykańskiego, albo też wielkimi głupcami, fanatykami – wolimy siedzieć w więzieniu niż spacerować po paryskich bulwarach. Czy nikt z was nie wahałby się ani przez chwilę, mając taki wybór? Wy nie umiecie o nas myśleć inaczej, bowiem myśląc inaczej musielibyście, choćby w jednym błysku chwili, odgadnąć prawdę o sobie samych. Tę prawdę, że jesteście mściwymi i pozbawionymi honoru świntuchami. Tę prawdę, że jeżeli było kiedyś w waszych sercach troszkę przyzwoitości, to dawno pogrzebaliście te uczucia w brutalnej i brudnej grze o władzę, jaką toczycie między sobą. Dlatego, sami złajdaczeni, chcecie nas ściągnąć do swego poziomu. Otóż nie!!! Tej przyjemności wam nie dostarczę(…) Zapewne list ten wyda się Panu dowodem mojej głupoty. Jest Pan przyzwyczajony do uniżonych próśb, policyjnych raportów, szpiclowskich donosów. A tu człowiek, który jest w pańskim ręku, któremu dokuczają pańscy podwładni, oskarżają pańscy prokuratorzy a skazywać będą pańscy sędziowie – mówi Panu o sumieniu. Bezczelny – nieprawdaż? Wszelako żadna pańska reakcja nie jest w stanie mnie zdziwić. Wiem, że za ten list zapłacę wysoką cenę, a pańscy podwładni spróbują doprowadzić do mojej świadomości pełnię wiedzy o możliwościach więziennictwa kraju, budującego komunizm. Wiem wszakże i to, że obowiązuje mnie prawda, dlatego o nic Pana nie proszę. Tylko o jedno. Niech się Pan zastanowi, nie nad moim losem, ja może jakoś wytrzymam pomysły pańskich pułkowników i majorów. Niech się pan zastanowi nad sobą. Niech pan przy wigilijnym stole pomyśli przez chwilę o tym, że będzie Pan rozliczony ze swoich uczynków. Będzie Pan musiał odpowiedzieć za łamanie prawa. Skrzywdzeni i poniżeni wystawią Panu rachunek – to będzie groźna chwila. Życzę Panu zachowania godności osobistej w takim momencie i odwagi. Niech Pan nie tłumaczy się, jak pańscy koledzy z poprzednich ekip, że Pan o niczym nie wiedział, bo to nie wzbudza litości tylko pogardę. Sobie zaś życzę, abym tak, jak zdołałem w Otwocku dopomóc w uratowaniu życia kilku pańskich podwładnych, umiał być na miejscu w samą porę, gdy pan będzie zagrożony i zdołał także Panu dopomóc. Abym umiał raz jeszcze być po stronie ofiar, nie oprawców, choćby potem nadal miał mnie Pan zamykać w więzieniu i nadal zdumiewać się nad moją głupotą.

Adam Michnik/cyt. za „Hutnik” nr 1/73/

Strony: 1 2 3