KURIEREK B |
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni |
Bochnia – Brzesko, data wydania 25.09.1984 nr 47 |
WSTYDLIWA ROCZNICA
Kościół musi być obecny w sytuacjach trudnych Narodu, choćby uważał, że nie jest to jego zadanie własne, tylko zastępcze.” Takimi oto słowami ś.p. Kardynał Wyszyński określił powinności współczesnego Kościoła, szczególnie Kościoła w Polsce. Pośród wielu innych ważnych i ta powinność jest znacząca: być z Narodem w trudnych dziejowych sytuacjach i zmaganiach. Bo to są zmagania. Od trzech stuleci, a przez ostatnie stulecie szczególnie trudne. Wróg jest bezwzględny, okrutny i perfidny. Kto w walce z nim cofnie się o krok, jakby dwa kroki mu pozwolił zrobić.
W świetle powyższych słów ś.p. Prymasa, jakże zachowawczo postępuje Kościół bocheński. Dowodzi tego smutny i goryczą napełniający występek bocheńskiego kleru w dniu 31 sierpnia br. Od grudniowej nocy, kiedy bestialsko podeptano Porozumienia Robotnicze dzień 31 sierpnia uchodzi w sercach prawdziwych Polaków za najważniejsze, z wielu ważnych, święto patriotyczne. W tym dniu była zamówiona Msza św. w intencji Ojczyzny, Solidarności i wszystkich ludzi dobrej woli. Takie msze odbywają się w całej Polsce z udziałem ogromnej rzeczy wiernych, przy aprobacie biskupów i księży. Tymczasem w Bochni takie msze traktuje się po macoszemu i wypełnia jako wstydliwy obowiązek. Dopóki był z nami nieodżałowany ks. Pyzdek, takie msze miały stosowną oprawę i charakter (nawiasem mówiąc „zesłanie” ks. Pyzdka na wieś stanowi dla wielu wiernych naszej parafii „dziwną zagadkę” – o, jakże niezbadane są drogi biskupiej polityki!) Ostatnia, rocznicowa msza była: a/ nie ogłoszona w zapowiedziach, b/ afisze, przybite na drzwiach kościoła, zniknęły nadzwyczaj szybko, c/ ksiądz celebrans nie przygotował się z homilią, a kilka słów, skleconych naprędce i wygłoszonych na początku, należy przyjąć jako jałmużnę, wstydliwie rzuconą ludowi, d/ nie pozwolono przedstawić kilku wierszy i pieśni patriotycznych, e/ „Boże, coś Polskę” dosłownie wymusiliśmy, ksiądz celebrans bowiem szybko się ulotnił do zachrystii, a organista nie wiedział: grać, czy nie?
Tyle żali moich. Czy tak trudno spełnić powyższe warunki? Czyż nauka społeczna Jana Pawła II ma obowiązywać wszędzie, tylko nie w Bochni. To gdzie mamy być wolni, jeśli nie w kościele? Czy mamy zawsze jeździć do Mistrzejowic albo Bieńczyc, gdzie księżą są z Narodem?
Jeśli będziemy się skłócać, jeśli będziemy czuli do siebie żal, to nic nie zdziałamy. Bo nie będziemy sobie ufać. Nie muszę dodawać, komu na takich podziałach zależy.
Druga sprawa jeszcze smutniejsza. Dlaczego było nas tak mało na tej Mszy św.? Nie dopisała informacja. To fakt. Ale, na Boga, czyż Polakowi trzeba przypominać, że 31 sierpnia to nasze święto? Nie widziałem u nikogo znaczka „Solidarności”, a przecież wolno takie nosić. Słowo „Solidarność”, choć znienawidzone i oplute, jeszcze nie jest zakazane. Wolno nosić takie znaczki. Jeśli nie na co dzień, to w takie święta nośmy. Nie bójmy się. Tyle jest różnych znaczków oddających idee „Solidarności”, że przy dobrej woli każdy może go mieć.
Po mszy, kiedy nieliczni gromadzili się pod Krzyżem Misyjnym, tradycyjnym już Krzyżem „Solidarności” wielu chyłkiem wymykało się do domów. Kogo się baliście? Tych dwóch smutnych „ubeków”, siedzących w „maluchu”? Wstyd i głupota. Panowie i panie! Jeśli chcecie mieć święty spokój zapiszcie się do pron-u, do wronich związków i spokój. Po co się oszukiwać?! Lepsi nieliczni, ale duchem silni, niż tłum cherlawych Polaczków, czkających patriotycznie pod nosem. Aż boję się, czy za rok pod tym Krzyżem nie będzie więcej „ubeków” niż ludzi solidarnych. Na szczęście tak może być tylko w Bochni. Kto był w tym roku na Jasnej Górze ten wie, że wszędzie w Polsce solidarnych przybywa.
Może ton tego artykułu jest gorzki i ironiczny. Może komuś zależy, by nas skłócić z bocheńskim Kościołem i między sobą. Zapomnijmy więc, w imię dania odporu, próbom poróżnienia nas (divide et impera – hasło komuny sowieckiej), zapomnijmy czym prędzej o wstydliwej postawie bocheńskich sług bożych, o krótkiej pamięci bochniaków, zapomnijmy.
Sens słowa „Solidarność” określa sam Chrystus, nasz Pan: „Jeden drugiego ciężary noście, a tak wypełnicie prawo Boże”.
Życzy wam tego i sobie
Tajny korespondent