W ZAKŁADACH PRACY BOCHNI W ZAKŁADACH PRACY BOCHNI
REJON BUDOWY DRÓG I MOSTÓW (RBDiM)
Miesiąc październik był motorem i inspiracją Dyrekcji zakładu w ofensywie o utworzenie wronich zz, jest to trzecie podejście w batalii o jego zorganizowanie. I-szy etap ich tworzenia obejmował rozmowy sondażowe wśród pracowników na terenie biura i warsztatów, stawianie zadań na zebraniach pop pzpr i agitację pod adresem młodzieży „jesteście młodzi, pokażcie, co potraficie i na co was stać. My, starzy działacze – wypróbowani i sprawdzeni w historii 40-lecia PRL, w crzz-towskich związkach na pewno wam pomożemy i wesprzemy naszym doświadczeniem i zaangażowaniem.” Jednak pracownicy, jak również młodzież wykazała obrzydzenie i wrogość do wszelkich prób powoływania nowego „odrodzonego ruchu związkowego”. II-gi etap akcji polegał na wydrukowaniu (powieleniu) deklaracji o przystąpieniu do wronich zz. Pracę powyższą wykonał dyrektor naczelny wraz ze swym sekretariatem na polecenie I-szego sekr. pop pzpr mgr inż. Andrzeja Bzdyla, który po powrocie ze spotkania czołowych robotników z generałem Jaruzelskim (marzec 1984) notabene uczestnik tego spotkania, reprezentant załogi, wytypowany przez km pzpr w Bochni, pełnił funkcję kier. Dz. Budowy. Odszedł z RBDiM do OBR-u, tam osiągając może lepsze sukcesy na niwie totalnej polityki komunizmu, czego życzymy załodze w nabyciu fajnego egzemplarza moralno-politycznego. II-gi etap też nie wypalił, gdyż dyrektor deklaracje powielił i trzyma we własnym biurku dla okazania się przed władzami partyjno-wojskowymi. Gra na szachownicy w zawodach dyrektor (z nomenklatury), a zwierzchnicy i decydenci tej nomenklatury trwała do m-ca października br. z wynikiem zerowym.
Po plenarnym posiedzeniu kw pzpr w Tarnowie, na którym podjęto zobowiązania (uchwałę) o przyspieszeniu tempa rozwoju ruchu związkowego na terenie województwa tarnowskiego, które mimo osobistego patronatu czł. Polit-biura Opałki ciągnie się w ogonie na krajowej mapie wronich zz i wyborach do rad narodowych, przystąpiono do aktywnej i ostrej akcji o „powszechne i masowe” tworzenie zz. Zadania biurokratów partyjnych, postawione przed dyrektorami zakładów, zostały jasno i pryncypialnie określone – albo stołek dyrektorski, bez względu na osiągane wyniki ekonomiczne przedsiębiorstwa i związki zawodowe albo „wykopki jesienno-zimowe”. Stąd III-ci etap batalii o nowe związki. Dyrektor zwołuje odprawę kierowników podległych jednostek i osobiście wręcza każdemu listę imienną pracowników, opieczętowaną pieczęcią firmową i zakończona pieczęcią imienną wraz z własnym podpisem. Zadanie – każdy pracownik jest zobowiązany do podpisania tej listy, co będzie świadczyło o gotowości przynależenia do wronich zz. Dodatkowe wyjaśnienia dyrektora przez radiotelefon dla podległych jednostek, że w przypadku odmowy podpisania listy nie może być skreśleń. Jeśli pracownik nie wyraża zgody musi osobiście w swojej rubryce napisać dlaczego i podpis. W nadgorliwości organizatorzy chyba przedobrzyli, gdyż taka forma jest sprzeczna nawet z partyjną ustawą o organizowaniu i tworzeniu związków zawodowych w PRL. W akcji tej – jak przystało na wielkiego i gorliwego przyjaciela – dyrektora wspomaga Zbigniew Kowalski, a na zasadzie cmokania cadykowskiego sekundują aktywni członkowie rady zakładowej byłych zw. zaw., biorąc rewanż za odebrane koryto. Rozwijanie akcji idzie bardzo opornie mimo wielkiego wysiłku organizatorów i pełnego poświęcenia swojej godności, ambicji, opinii społecznej i chrześcijańskiej postawy, do której tak chętnie się przyznają, uczęszczając na msze św., misje, rekolekcje, i spowiedzi, oczywiście oglądając się, czy wszyscy sąsiedzi i znajomi współpracownicy ich widzą.
Toporność i przeszkody powstają ze świadomej postawy tych, którzy w miesiącu wrześniu 1981 r. utworzyli własny związek „Solidarność”, są jemu wierni i oczekują jego reaktywowania na pełnych zasadach podpisanych porozumień w roku 1980. Ci są przeszkodą, co posiadają własny sztandar związkowy, którego patronką jest nasza Matka – Jasnogórska Pani, co broni nie tylko Częstochowy jako skarbnicy wolności i niepodległości ojczyzny, ale i naszego ducha i naszych rodzin. Życzymy oporu i wytrwania członkom „S” w RBDiM.
Oto nazwiska czołowych agitatorów we wroniej walce o wronie związki:
mgr inż. Bronisław R a k o c z y – dyr. Naczelny RBDiM, zam. Bochnia, czł. „S”, czł. pzpr. Zbigniew K o w a l s k i – z zawodu meliorant, zawodowy dyrektor nomenklatury, na pełnej emeryturze, ½ etatu w przedsiębiorstwie na stanowisku BHP, czł. pzpr (stanowisko to ma szczęście do aktywu partyjnego), zam. w Bochni. Piotr R a m z a – technik drogowy – niewysokich lotów, działacz czerwonych zhp w Bochni, fajny kumpel do gorzały – I sekr. pop pzpr, społeczny informator dyrekcji i służb specjalnych SB, czł. „S”.
Dalsze dane będziemy prezentować z przyjemnością w miarę rozwoju ruchu związkowego. Co do władz możemy mieć trudności, bo mogą zejść do podziemia, działając z ukrycia i zza węgła. Oby nie zabijali lub modnie nie uprowadzali.
/ERBEDIMEK/
ZAMORDOWANIE LUBELSKIEGO DZIAŁACZA „S”
Stanisław H a ć, 42-letni robotnik, przed grudniem 81 przew. NSZZ„S” Wydziału C w Fabryce Samochodów Ciężarowych, był w nocy z 19 na 20.X. br. torturowany. Zmarł 22.X. w szpitalu nie odzyskując przytomności. St. Hać, działacz podziemnej „S”, znaleziony został nieprzytomny przy ul. Królewskiej 11 w Lublinie przez pogotowie. Karetka przyjechała na wezwanie telefoniczne: Mówi milicja. W bramie leży człowiek, na którym popełniono morderstwo. Milicji jednak na miejscu nie było. St. Hać żyje jeszcze dwa dni. Z sekcji wynika, że zmarł w wyniku tortur, m.in. otrzymał takie uderzenie w głowę, że miał zmiażdżoną potylicę, wbijano mu również szpilki pod paznokcie.
/TM. 108/