KURIEREK B
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni
Bochnia – Brzesko, data wydania 20.01.1985 nr  55

CZYŻBY ATAK NA KOSCIÓŁ?

Od nocy grudniowej 81 zaczęła się swego rodzaju „sielanka” między komunistyczną władzą a Kościołem. Pozwalano bez ograniczeń na budowę nowych kościołów, plebani, cmentarzy, dawano przydziały materiałów budowlanych, grzecznie, ba nawet kokieteryjnie rozmawiano z duchownymi w urzędach, zaprzestano nękać plebanie bezpodstawnymi podatkami, pozwolono na rozdzielnictwo darów zagranicznych, mówi się o uregulowaniu stosunków między państwem a Kościołem itd. Jednym słowem, komuniści w swej walce ze społeczeństwem chcieli mieć Kościół jeśli nie po swojej stronie, to przynajmniej neutralny, próbowano go przede wszystkim poróżnić ze społeczeństwem przez podsycanie w dość dyskretny sposób krytyki niepopularnych wypowiedzi i pochopnych decyzji ks. Prymasa celem wzbudzenia najpierw nieufności, później nienawiści do hierarchii i duchowieństwa.
Jak się ustosunkowało do tego duchowieństwo i społeczeństwo?
Należy przyznać, że część duchowieństwa „kupiła” te ochłapy, namiastki pokoju i spokoju czerwonych jako „dobrą monetę”, dała się nabrać na przysłowiową marchewkę, prowadzącą do spokojnego, a nawet luksusowego życia. Jako zaś Polacy zwątpili w moc narodu, a wszelki opór uważają za daremny. Przytłoczyła ich propaganda, głosząca wszechmoc i wszechwładzę es-becji, mo, zomo i wojska. Poddali się. Ich dewizą stał się spokój, spokój za wszelką cenę. W imię jego poszli głosować, nie odczytują zbyt ostrych – ich zdaniem – listów czy komunikatów episkopatu albo własnych biskupów. Ta grupa ma już przetrącony kręgosłup. Zdaje się, że jest stracona, może nawet i dla Kościoła. Gdyby czerwoni nacisnęli, to z nich rekrutowaliby się nowi księża patrioci, którzy, podobnie jak za czasów Prymasa Tysiąclecia, zdradzą swoich biskupów i wiernych. Na szczęście grupa ta nie jest zbyt liczna lecz w sposób dotkliwy daje odczuć swoją obecność.
Druga grupa to nieustraszeni głosiciele słowa Bożego, umiejący nazywać rzeczy po imieniu, zło – złem, dobro – dobrem. Wśród nich jest bardzo wielu prawdziwych, wielkich patriotów. Jednego z nich zamordowali sb-ecy, przysparzając polskiemu Kościołowi i „S” męczennika. Oni to organizują we współpracy z intelektualistami i artystami: ludźmi pióra i pędzla, mistrzami pięknej melodii, twórcami i odtwórcami – artystami tygodnie kultury chrześcijańskiej, Msze św. za Ojczyznę i duszpasterstwo ludzi pracy. Oni to podtrzymują w dzisiejszych, ciężkich czasach tożsamość narodową. Chwała im. Oby tacy kapłani rodzili się na kamieniach.
A społeczeństwo? To nieprzekupne społeczeństwo nie chce zbyt wiele. Wie, że Kościół jest wieczny, że ma swoje ideały, swój cel, swoją misję. Ale wie także, że Kościół nie może zdradzić narodu, bo podetnie gałąź, na której żyje.
Daremność swych wysiłków dostrzegli czerwoni. Zresztą jest pewne, że rychlej czy później przystąpią do rozprawy z Kościołem. Dlatego w „sielance” zaczęło się coś psuć. Sygnałem tego było morderstwo ks. Jerzego Popiełuszki, a dalej: torturowanie ks. Kościółko, proboszcza w Kazimierzówce k/Lublina, roboczego przewodniczącego Komitetu Budowy Kościoła Pokoju na Majdanku (początkowo rozpuszczano plotkę o napadzie rabunkowym, później na krótko zatrzymano duchownego ewangelickiego, próbując przedstawić napad jako rozgrywkę międzywyznaniową), zamach sprzed kilku tygodni na ks. Ziomka w Matczynie k/Lublina, ustawiczne groźby przesyłane ks. Jankowskiemu w Gdańsku, ks. K. Jancarzowi w Krakowie i innym, zdjęcie krzyży w ZSZ we Włoszczowej, dezinformacje w sprawach zabójstw w klasztorze jezuitów w Warszawie i ks. Kubowicza w Rzeszowie. Fakty powyższe są sondażem, badającym zachowanie się wiernych i księży. Spodziewać się należy silniejszego ataku na Kościół. W tej sytuacji „S”, która na I Krajowym Zjeździe Delegatów w Gdańsku przyjęła idee chrześcijaństwa za swoje, ma moralny obowiązek stanąć w obronie Kościoła, wesprzeć księży, by nie czuli się osamotnieni w zmaganiach z czerwonym.
L.U.

DOBREM ZŁO ZWYCIĘŻAJ

Generał Jaruzelski ogłaszając terror stanu wojennego twierdził, że wybrał „mniejsze zło”. Co to znaczy „mniejsze zło”? Zło jest albo go nie ma. „Mniejsze zło” czy „mniejsze dobro” w rzeczywistości nie istnieje. Zło jest wszystkim, co w nas i na zewnątrz stanowi o zniewoleniu człowieka, o upodleniu jego ludzkiej istoty, zło – to brak miłości i prawdy. Musimy wybierać zdecydowanie. Każdy nasz wybór, określany jako „mniejszy” lub „większy” fałszuje obraz i powoduje powstanie obłudy.
Mówimy: piłem, ale się nie upiłem. Skłamałem, ale nikomu nie uczyniłem krzywdy. Nie byłem w niedzielę na Mszy św., ale goląc się słuchałem jej w radio. „Mniejsze zło” jak wiadomo czyni wśród nas spustoszenie moralne. Pytamy, co jest dobro, a co zło? I nigdy nie znajdziemy odpowiedzi jeśli nasz wybór będzie częściowy, obłudny i zachowawczy.
Na Nowy Rok Pański życzę wszystkim prawdziwego wyboru miedzy „tak” a „nie”. Bo w środku siedzą tchórze i obłudnicy, czekający, aż ktoś za nich wybierze „mniejsze zło”.
„Siostrzyczka”

Strony: 1 2