KURIEREK nr 70
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni
Bochnia – Brzesko, data wydania 12.11.1985 nr  70

11 LISTOPADA

Minęła 67 rocznica odzyskania niepodległości, po 123 latach niebytu państwowości rozgrabionej przez Rosję, Prusy i Austrię. Były to trzy imperialistyczne mocarstwa, które mimo licznych przeciwstawnych interesów łączyła, a często spajała tzw. sprawa Polska. Niepokorny Naród Polski nigdy nie pogodził się z przemocą, nigdy nie usankcjonował zabranej niepodległości. Drogo, bardzo drogo płacił za te postawę. Niemal każde pokolenie okupiło ją hekatombą krwi i cierpienia: wieszania, rozstrzeliwania, zesłania na Sybir, deportacje, twierdze, więzienia, konfiskaty majątków, pozbawienie pracy, relegacje z uczelni i wiele innych. Za wolność trzeba płacić, wolność nie przychodzi sama, trzeba ja dobywać. Pokolenia żyjące w latach niewoli nadpłaciły z nawiązka za tych, co przedtem w XVIII w. czy w czasach im współczesnych nie doceniali niepodległości, nie dopłacili do wolności.

Według logicznie, trzeźwo myślących pozytywistów wszelka walka wyzwoleńcza, wszelkie związki, towarzystwa dążące i przygotowujące naród do pełnej niepodległości nie  miały szans, były z góry skazane na przegraną, na klęskę. Walki z trzema zaborczymi kolosami były przysłowiowym porywaniem się z motyka na księżyc, donkiszoterią, romantycznym marzeniem. A jednak… gdyby naród poszedł na ich koncepcję kolaboracji to  mimo sprzyjających warunków, jakie się wytworzyły dla zaistnienia niepodległej Polski w czasie i po zakończeniu I wojny światowej, „wojny narodów”, o która się modlili wieszczowie narodowi. Polska byłaby albo jedną z republik sowieckich, albo satelitarnym państewkiem w niemieckiej orbicie wpływów
Zastanawiające jest, dlaczego Polakom obca była koncepcja współpracy, kolaboracji z najeźdźcami, na która idzie  wiele narodów, o czym świadczą czasy II wojny światowej.

Zdarzało się, ze wielu naszych przodków ze strachu ugięło się, ale  w sercach ich nie było zdrady i jakże radosne było prostowanie pleców. Patriotyzm, zdrowy patriotyzm, nie szowinizm wyssali z mlekiem matki, wzrastali w nim w domach rodzinnych, w których „każdy próg” był twierdzą polskości. I jeszcze jedno – mieli Tę, „co Jasnej broni Częstochowy” i „w Ostrej świeci Bramie”, u stóp których „Polacy zawsze byli wolni”. Umieli łączyć miłość Ojczyzny z miłością Boga. Ta równowaga dawała im pewność wybranej drogi, prowadzącej nieraz aż na szubienicę, dawała spokój sumienia, eliminowała zabójcze dla osoby rozdwojenie, rozdarcie między innym myśleniem, a innym postępowaniem, pozwalała zachować godność narodową.
Z tego, co powiedziałem, nasuwa się analogia do dzisiejszych czasów. Mamy, co prawda, niepodległość, ale niepełną, ograniczoną, którą nasi przodkowie /Królestwo Kongresowe/nie zadowolili się. Żyjemy jak przedtem przy imperialistycznym supermocarstwie, molochu, co pożarł trzecią część globu. Nie możemy jednak stać z założonymi rękami i czekać, aż się rozpadnie, równocześnie nie możemy zrezygnować z pełnej niepodległości. Nie prowadzimy walki orężnej, co nie oznacza rezygnacji. Musimy działać. Nie można być chłodnym, logicznym, kalkulatorem. Polityka nie kieruje się logiką, w polityce zdarzają się cuda, jak ten w 1918 r. , czy ten ostatni sprzed 5 lat.

ECHA POWYBORCZE

W 1918 r. przeprowadzono wybory do tzw. Konstytuanty, pierwszego parlamentu w porewolucyjnej Rosji. Były to pierwsze – i jak się okazało – jedyne demokratyczne wybory w tym kraju. Partia bolszewicka przegrała je z kretesem. W tej sytuacji Lenin przedstawił radzie Komisarzy Ludowych wniosek o rozwiązanie parlamentu. Wniosek przyjęto. Parlament ten istniał zalewie kilka tygodni. Rozwiązanie go zatwierdził i to bez najmniejszego oporu III Zjazd Rad. Demokratyczny parlament zastąpiono „dyktaturą proletariatu”, która nieco później stała się wyłączną domeną aparatu WCzK. Twórca praktycznego komunizmu, Lenin czuł odtąd wstręt do wszelkich form demokracji. Odziedziczyli to jego spadkobiercy. W demokratycznych wyborach widzą wroga systemu, dlatego wypreparowali je, pozostawiając jedynie nazwę, tworzącą fasadę demokracji. Demokracje zaś, nawet dążność do niej zwalczają wypróbowanymi sposobami, najprościej, najczęściej i dotąd najskuteczniej przy pomocy tajnej, politycznej policji, utożsamiającej się z mityczną już „dyktaturą proletariatu”.
W Bochni, jak podała Terenowa Komisja Wyborcza, w bojkocie wyborów wzięło udział około 45% uprawnionych, dokładnie 44%. Nasze obliczenia są oczywiście niezgodne z oficjalnymi.

Dyspozycyjne komisje wyborcze używały równych sztuczek i wybiegów, by zafałszować faktyczne dane. Zmniejszano więc ilość uprawnionych do glosowania celem uzyskania lepszego procentu, posiłkowano się zdyscyplinowaną ideologicznie awangardą komunistycznej młodzieży, zszeregowaną w hufcach „Obrony Cywilnej” /w następnych dniach opijała ona na umór ten sukces/, co wygodniejszych dowożono… nawet taksówkami, dosyć powszechnie praktykowano wrzucanie głosów za sąsiadów, nie mówiąc rzecz jasna o rodzinie. Najniższą frekwencję miała komisja, zlokalizowana w „Gwarku”. Tutaj właśnie głosowało osiedle św. Jana, zamieszkałe głównie przez hutników – oficjalnie 52%. Właśnie to tej komisji przyszła z odsieczą „Obrona Cywilna”, również i do niej dowożono taksówkami, do głosowania zachęcał także dyrektor ZPH, Holota co bardzie leniwych kierowników i majstrów swego zakładu, przypominając telefonicznie o „obywatelski obowiązku”. No cóż, panie dyrektorze, takie postępowanie w myśl 189 artykułu Kodeksu Karnego podlega karze nawet do 6 lat pozbawienia wolności. Warto o tym wiedzieć i pamiętać, by w przyszłości uniknąć przykrej niespodzianki. Swoją drogą jest to kolejny krok, osłabiający coraz bardziej pański autorytet wśród robotników.

Ten artykuł odnosi się również do tych, którzy w swym czerwonym ultramontanizmie grożą pracownikom sankcjami za nie wzięcie udziału w wyborach, np. zdjęciem z kierowniczego stanowiska. Nadgorliwcy: skąd wiecie, ze ktoś głosował czy nie, skoro jesteście osobami postronnymi, a Ordynacja Wyborcza zagwarantowała tajność wyborów. Jest to pierwszy powód do przytarcia wam nosa. Drugi zaś płynie z pierwszej, podstawowej reguły ustawy wyborczej, mianowicie p o w s z e c h n o ś c i. Przez powszechność rozumie się tako stan rzeczy, przy którym wszyscy obywatele odpowiadający warunkom wskazanym w Ordynacji Wyborczej wziąć udział w głosowaniu. Mogą to znaczy, że nie muszą. Dlatego Kodeks karny przewiduje surowa karę za przekraczających 189 artykuł.


Minister Urban oficjalnie podał, że wybory zbojkotowało około 6 milionów osób. Cyfra ta mimo zaniżenia jest olbrzymia. Świadczy o polaryzacji stanowisk, o ukonstytuowaniu się dużej opozycji i jawnym przyznaniu się do niej. Wśród tych, którzy wbrew swemu sumieniu wzięli udział w głosowaniu z różnych sobie tylko wiadomych przyczyn, wielu głosowało „przeciw”, to jest nieważnie. Bardzo liczni szli głosować pod osłoną nocy. Inni udawali jakoby byli na spacerze, a przed bramą lokalu dyskretnie i zarazem trwożliwie się rozglądali, by następnie wpaść do niej jak wytresowane szczury, wrzucić co im wciśnięto do ręki  wyskoczyć jak poparzeni, by… kontynuować spacer. Duża grupa ludzi jest już zmęczona przedłużającym się czekaniem na zmianę i zobojętnieli na wszystko. Tych wszystkich czerwoni nie mają po swojej stronie. Wybory zatem nie są adekwatną wykładnią stanu posiadania reżymu.

Strony: 1 2