KURIEREK B |
Tymczasowa Komisja Wykonawcza NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Bochni |
Bochnia – Brzesko – Dąbrowa Tarnowska, data wydania 30.01.1986 nr 75 |
I CO DALEJ (dokończenie artykułu z poprzedniego numeru)
Dla naszych władców niezawisłość sądów jest ciągle kamieniem, ale obrazy. Montesquiego systemu nie uwzględnia, bo to wiek XVIII… Nie czytuje się nawet Marksa. U niego dałoby się znaleźć, że przemysł można robić tylko z ludźmi wolnymi… z feudalnymi poddanymi gospodarka przemysłowa po prostu nie wychodzi… I tutaj obserwujemy powtórkę prób i błędów tysiącleci. Mija u nas epoka faraonów, epoka budowy piramid. Widzieliśmy je (Huta Katowice) i rozliczeń w naturze. Nie doszło jeszcze do prawa rzymskiego z jego porządkiem własności, odpowiedzialności i gestii. W gospodarce tzw. uspołecznionej w XX w. próbuje się uprawiać gospodarkę naturalną, jak świeżo po zejściu z arki Noego. Wszyscy myślą, że tutaj operuje się pieniądzem, tymczasem naprawdę liczą się nadal rzeczy, kilogramy, tony, metry, kubiki. Zapytajcie byle zaopatrzeniowca. Majątku przedsiębiorstwa nie odzwierciedla żaden kapitał, do którego można przyrównać zyski lub straty, złotówka bezgotówkowa jest umowna, wszystko da się dowolnie przecenić i wymienić. Dwie państwowe żyrafy za państwową lokomotywę. Zaś ani żyrafy ani lokomotywa nie są niczyją własnością, bo tzw. mienie ogólnonarodowe jest własnością niczyją, nikt za żaden przedmiot własności nie odpowiada. Nasza władza nawet nie wie, że próbuje jechać na rowerze o kwadratowych kołach. To się dzieje w kraju, gdzie za Kwiatkowskiego funkcjonowały najlepiej zarządzane przedsiębiorstwa świata. Montesqieu 250 lat temu opisał PRL. To klasyczna despocja. W ustroju despotycznym zaś nic się po prostu nie udaje. Nikogo nic nie obchodzi i nikt nie chce za nic odpowiadać. Nie działa ani miłość ojczyzny jako czynnik motoryczny, ani poczucie honoru, wszystko sprowadza się do utrzymania władzy, bałagan, tyle, że w policyjnym gorsecie, ale ze swoją logiką, którą przełamać jest niesłychanie trudno, a do tego, jeśli chodzi o naszą sytuację, kto właściwie miałby ją przełamywać?
Ta ekipa idealnie odizolowała się od społeczeństwa. Nie rozmawia z nikim, niecierpliwi ją nawet prof. Szczepański, realisty wskazać w jej gronie nie umiem. Fachowcy swoi – większość w odstawce. Na cały rząd, ten nowy, ledwie 3-5 ministrów z prawdziwego zdarzenia, w tym 3 wojskowych. Szefem dyplomacji, przy całej galerii własnych profesjonałów robi się amatora, po uniwersytecie Żdanowa, być może są to jakieś kwalifikacje? Wicepremierem od kultury zostaje znakomity rzeczywiście specjalista, ale od warzywnictwa i żadnych kanałów, nieoficjalnych kontaktów z przedstawicielami społeczeństwa. Dom z klamkami od wewnątrz. Stąd mój sceptycyzm wobec możliwości tej ekipy. Już raz pod osłoną dyktatury wojskowej mogła zrobić przynajmniej kadarowską reformę gospodarki. Nie chciała, a może nie umiała. Niestety, teraz, co mówię bez satysfakcji, obecny reżim PRL kojarzy się nadal moim kolegom z prasy światowej z amatorszczyzną południowo – amerykańskiej soldateski lub jeszcze gorzej…
Sekretarz generalny ONZ, podejmując śniadaniami kolejne grupy szefów delegacji na jubileuszową sesję, głowę PRL zaprosił ni mniej ni więcej razem z przedstawicielami Mozambiku i królem Jordanii. Szanuję króla Jordanii, ale myślę, że wobec PRL był to subtelny lecz złośliwy despekt. Owe humorystyczne 15 miliardów dolarów rzekomych strat z powodu sankcji Reagana padły w wywiadzie generała dla Times’a i znowu te same kpiny, że to zamiast dużo, dużo… Nudne, ale dla mnie mało śmieszne. Na domiar, jak świadczy walka z Kościołem, każdy absurd polityczny może się tej ekipie zdarzyć.
Zapewne trudno robić politykę, gdy obok rozpycha się partner, który się czuje opoką reżimu, podmiotem władzy i wie lepiej. Tak. Policja u nas nie chce być tylko policją. Dla „Życia Literackiego” wicedyrektor departamentu MSW pisze polityczne recenzje literackie, wieloodcinkowe szkice. W „Życiu Warszawy” dziennikarzuje oficer, który przesłuchiwał moich kolegów. Rozwijają się, bo ich upoważniono, a oni się mają za kompetentnych w polityce, naprawdę i cud, że nie wszyscy. I robią tę politykę na własną rękę. Prześladują ludzi młodych pokoleń, sadzają, ilu się da, jak podleci to i zakatują. Dla ich celów byłoby dosyć rekwirować znaleziony sprzęt drukarski, bo to i tak wielka dolegliwość, ale nie, oni są niesłychanie sfrustrowani i pracowicie, a bez wyobraźni przygotowują tulipan. Co gorsza, ich zwierzchność ma mentalność też represywną, bo to ona przeprowadziła ustawy, czyniące nas bez wyjątku ludźmi wyjętymi spod prawa. Po prostu nie uzmysławia sobie, jak działa strach w polityce, nie na wojnie. Strach w polityce obraca się przeciwko temu, kto go budzi, panowie generałowie. Trzebaby to raz wreszcie odkryć.
Z czego w tej sytuacji mogą wyniknąć jakie zmiany? Gdyby obecna ekipa zdolna była zdziałać coś sama z siebie, zaskoczyłoby mnie, przyznam. Zdecydowania starczyło jej do tej pory głównie na operacje policyjne wobec bezbronnych, na biurokrację już zabrakło. Doznamy jeszcze prawdopodobnie niejednego aktu nieudolności, np. nowej podwyżki cen, trochę mniej może arogancji, bo nie ma w rządzie Rakowskiego, tyle samo pewnie mściwości i złości. Ale zmiany przyjdą. Na pewno, byle przed Libanem.
Stefan Bratkowski (Gazeta Dźwiękowa nr 11)
Stefan Bratkowski (Gazeta Dźwiękowa nr 11)