WRZESIEŃ 48 LAT TEMU
We wrześniu przeżywamy bolesne rocznice dwóch najazdów na nasz kraj, rocznicę czwartego rozbioru Polski. 1 września – napad hitlerowskich Niemiec, 17 września najazd Sowietów, będący zrealizowaniem zawartego kilkanaście dni wcześniej – 23 sierpnia – traktatu rozbiorowego, znanego pod nazwą paktu Ribbentrop-Mołotow. Do obecnego roku środki masowego przekazu datę tę pomijały milczeniem. „Głasnost”, przeżywana dzisiaj w ZSRR, udzieliła się w pewnym stopniu i naszej propagandzie, która nielicznie i nieśmiało napomknęła o 17 września w ramach „wypełniania tzw. białych plam” w najnowszych dziejach Polski. Co prawda, nie pochwalono najeźdźców Armii Czerwonej, ale nie potraktowano napadu jako dobicie walczącej jeszcze z determinacją Polski przez „wbicie Jej noża w plecy”, dzięki czemu została przerwana realizacja drugiego, alternatywnego wariantu obronnego, zwanego pod nazwą pomostu rumuńskiego, a Rząd Rzeczypospolitej Polskiej musiał ujść do Rumunii. Szosa zaleszczycka nie była zatem dziełem Wehrmachtu lecz Czerwonej Armii. Mass media nie potraktowały najazdu jako realizację paktu rozbiorowego lecz nieudolnie, bez przekonania starały się to usprawiedliwić sowiecką racją stanu. Nie pomogło im w tym nawet powoływanie się na wypowiedź Churchilla. Rozbiór Polski pozostanie na zawsze aktem bezprawnym, a najazd i późniejsze dzieje morderstwem niewinnych ludzi.
Dzień 17 września jest pierwszym krokiem Sowietów, zauważonym przez cały świat, na drodze do czerwonego imperializmu. W niedługim czasie po tym rozbiorze Polski czerwony moloch połknął Litwę, Łotwę, Estonię i Finlandię. Kilka lat później, jako zwycięzca wojenny pochłonął całą środkową Europę: Czechosłowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Albanię, Jugosławię, wschodnią Austrię i wschodnie Niemcy.
Jednak Finlandia, Jugosławia, Austria i Albania okazały się niestrawne, musiał je zostawić, chociaż nie zrezygnował z nich. Pozostałe państwa przystały na „internacjonalizm proletariatu”, stanowiący zasłonę dymną, wygodny parawan, zasłaniający prawdziwe oblicze kolonializmu. To w jego imię spłynęły krwią Węgry w 1956 r., z nim na ustach stłamszono „praską wiosnę 1968”, on stał u podstaw „wojny jaruzelsko-polskiej”, trwającej do dzisiaj, dzięki niemu rozrywane są bombami dzieci afgańskie, to on sprawił krwawą łaźnię berlińczykom w 1951 r. Z nim na ustach czerwoni carowie Kremla w latach 1941-45 wymazali z mapy liczne narody: z Krymu wywieźli 280 tys. Tatarów, pozbawili ojczystych terenów Kałmuków (220 tys.), Kabardynów i Karaczajów (150 tys.) oraz Ingusów (52 tys.) Narody te nie mają statusu ani republik autonomicznych ani obwodów autonomicznych, ich po prostu nie ma.
W Sowietach, stanowiących mozaikę narodowościową, kocioł narodów zaczyna wrzeć. Łotysze, Estończycy, Litwini, Ukraińcy, a nawet Tatarzy dopominają się wolności.
Te ujarzmione narody – a wśród nich i nasz – mają coraz więcej przyjaciół Moskali. W tym wielkim narodzie coś drgnęło, a jest on nieobliczalny. Po latach pogardy, znoszonej z uległością, potrafi się krwawo mścić na ciemiężycielach. Czyżby to był nareszcie początek końca czerwonych imperialistów na Kremlu? Zobaczymy.
Z BOCHNI
Choć wiemy, że GIT został powołany do zastraszenia i zatomizowania społeczeństwa oraz zmniejszenia nawisu inflacyjnego, mimo że skuteczność jego jest żadna, proponujemy, by zajrzał do lokalu dawnego kina Syrenka, gdzie się uczy III klasa szkoły podstaw. św. Barbary (nr 4). Dzieci siedzą tam wśród spacerujących szczurów, malowanie okien odbyło się w przeddzień rozpoczęcia zajęć, co uczniowie przypłacili zdrowiem (ból głowy z wymiotami u niektórych w domu i ból oczu), a brud, mimo troski nauczycieli, wyziera z każdego kąta. Dyrektor szkoły, Wojnar ma czas na działalność społeczną i polityczną, nie ma go dla własnej szkoły, potrafił urządzić w budynku szkolnym tzw. harcówkę, jest indolentem w znalezieniu właściwego miejsca dla „wygnanej klasy”. Za to nie wystarczy grzywna, za to więzienie!
++++ W trzecią niedzielę września (a nie w czwartą, jak błędnie informowaliśmy w „KB”, za co PT Czytelników przepraszamy) odbyła się V pielgrzymka świata pracy do Jasnogórskiej Królowej Polski, Matki Zawierzenia polskiego świata pracy. Wzięło w niej udział ponad 100 tys. (z Bochni było ponad 80) osób z tysiącami transparentów. Mszę św., z setkami duszpasterzy robotniczych (z Bochni nie było żadnego) koncelebrował kard. Gulbinowicz z Wrocławia, homilię wygłosił biskup katowicki Zimoń. Wezwał w niej władze PRL do dialogu z robotnikami, z ich niezależnym związkiem, celem ratowania rozprzęgającej się Ojczyzny, wyrwania obywateli z bierności i apatii. Nie osiągnie się tego bez pluralizmu społecznego i światopoglądowego. Niezrealizowanie prawa do niezależnych związków zaw. jest niebezpieczeństwem dla państwa i robotników. Pracownicy zaś powinni mieć w poszanowaniu własność prywatną i państwową oraz władze. Pielgrzymka była głębokim przeżyciem religijnym i społecznym, przez te kilka godzin czuliśmy się naprawdę wolni.
++++ Show Lata z Radiem w Bochni odbywał się w bliskim sąsiedztwie miejsca pierwszej egzekucji, dokonanej przez nazistów w ramach zbiorowej odpowiedzialności. Nie mamy nic przeciwko rykom tej imprezy, ale ziemia, na której się odbywała jest święta, trzeba ją uszanować (p. naczelniku).
WPŁATY: Józef 5.000, Raba 5.000. Dziękujemy.