CHLEBA, ALE DOŚĆ IGRZYSK
Starożytni Rzymianie wołali „chleba i igrzysk”. Tego hasła nie lekceważyli ówcześni bogowie, imperatorowie rzymscy. Z upływem czasu, gdy ich reżym chylił się ku upadkowi, im było mniej chleba tym więcej igrzysk. Jak duża analogia z dzisiejszą rzeczywistością. Przekręćmy gałkę telewizora, a kraj nasz jawi się jako oaza szczęścia i zabaw, istna arkadia. Ileż w nim festiwali, festynów, rajdów, jarmarków, kiermaszy itp. itd. Wystarczy byle jaka rocznica, a już kwiaty pod pomnikami, wiece, biegi sztafetowe, patrolowe, a nawet… sesje naukowe. W Bochni przeżyliśmy taką kilka lat temu na 730 lecie miasta, czyż nie jest to okrąglutka rocznica? Są dni Wieliczki, to dlaczego nie mają być dni Bochni, lecz żeby to ładniej i inaczej brzmiało, Bochnia ma Lato z Radiem. Poczekajmy jeszcze chwilę, a będzie miastem festiwalowym. Będziemy słuchać i bawić się. Zapomnimy przy tym, że nie mamy gdzie mieszkać, że wkrótce nie będziemy mieli czym oddychać, że kąpiąc się w czystej, do ubiegłego roku Rabie, tego lata złapaliśmy choroby skórne, grzybice i inne – galopująca degradacja środowiska naturalnego. Zapomnimy o braku basenu kąpielowego, na budowę którego wiele lat temu gromadzono społeczne pieniądze (gdzie się one podziały?!) czy łaźni miejskiej. Zapomnimy o rozlatującym się taborze kolejowym, straszącym wywróconymi wagonami przed Kłajem czy zapadniętym wiaduktem w Przeworsku. Zapomnimy o nasilających się wykolejeniach wagonów tramwajowych, z ofiarami w ludziach, w Stolicy. Zapomnimy, że idąc miastem w godzinach wieczorno-nocnych w kompletnych ciemnościach egipskich połamiemy nogi, bo zadłużone w Zakładzie Energetycznym na ponad 3 miliony złotych miasto, czekając na spłacenie długu przez wojewodę – oszczędza. To nic, że budżet miejski zjadło Lato z Radiem, ale co za ubaw, jaka wyżerka i to z miejskiej (społecznej) kiesy. I jakże nie chwalić władzy, skoro byle kiedy rozstawia kramy kiermaszowe. „Hołota nie wytrzyma, zleci się, skorzysta z okazji, doda splendoru”, a w kolejce za kiermaszowymi zeszytami, kredkami, cukierkami etc. zapomni o swędzeniu skóry. Otóż to. Sława, chwała u szefów, szefów niższych, u wyższych i tak w górę po sznureczku. A tu do garnka nie ma co włożyć. „… a gdy Titanic tonął to też orkiestra grała…”
REFORMA
Nareszcie(!) uraczono nas zapowiedzią „prawdziwej reformy”. Jak ma ona wyglądać? Tego ani z expose premiera, ani z wystąpień notabli partyjnych ani ze szczekania wszystko wiedzących się nie odgadnie. Dużo pięknych, ale oklepanych już frazesów. Jestem za reformą, ale prawdziwą, z mechanizmami, gwarantującymi jej realne przeprowadzenie. Według tego, co słyszałem, reforma stanowiąca – według Waszyngtonu – krok we właściwym kierunku, spali na panewce. Zawiera bowiem w sobie wewnętrzną sprzeczność. Konia z rzędem temu, kto wytłumaczy mi, jak pogodzić przewodnią rolę partii z demokratycznym zarządzaniem gospodarką. Ta przewodnia rola od 40 lat przeszkadza osiągnąć przyzwoite rezultaty gospodarcze. Doktryner albo miernota, trzymająca się klamki partyjnej nigdy nie stanie się dobrym menadżerem.
Jestem za reformą – ale nie kosztem ubóstwa, szczególnie najniżej zarabiających. A po co referendum? Rząd się boi, że drastyczne podwyżki wywołają, najłagodniej mówiąc, niepokoje społeczne. Referendum zatem ma stanowić parawan dla podwyżek i zamrożenia płac. Chcecie zatem reformy, to za nią płaćcie. Nie podobają się wam podwyżki, nie bądźcie dziećmi, sami za nimi glosowaliście, teraz ponosicie konsekwencje. Kto będzie przeprowadzał referendum? Nie wiem. Wiem natomiast z całą pewnością, że do poszczególnych komisji nie zostanie powołany nikt z opozycji. Wynik referendum już dzisiaj jest ustalony i, podobnie jak w 1946 r., zostanie sfałszowany. Dlatego oświadczam, że w referendum nie wezmę udziału, czego i wam życzę.
PROWOKACJA
Na jednej z ostatnich konferencji prasowych naszego ulubieńca J. Urbana dowiedzieliśmy się, że „S” przygotowuje się do działalności terrorystycznej (oj, nie miałby tak obleśnie pewnej miny gdyby to była prawda!). Tokował o terroryzmie jak szuler, oszust nawołujący do uczciwości. Jedno jest pewne: L. Wałęsa zdementował tę nowinę jako fałsz. Jednak od dłuższego już czasu wszystkie transporty ze sprzętem i materiałami poligraficznymi dla „S” ze Szwecji padają łupem celników, ostatni ofiarą esbeków już u odbiorcy. Zatem do centrali „S” w Szwecji musiał przeniknąć agent SB, o co, przy otwartości Związku, wcale nie jest trudno. W każdym razie jest to prowokacja, zresztą nie pierwsza i nie ostatnia, ale szyta grubymi nićmi. Jak pamiętamy „S”, według Urbana, miała opanować ambasadę PRL w Szwajcarii lecz okazało się, że byli to agenci SB. Zresztą i w Bochni mamy „terrorystę” – powszechnie szanowanego w naszym mieście naszego kolegę J. Orła.Na ręce Ks. Proboszcza społeczności parafialnej św. Mikołaja, z powodu spalenia zabytkowej dzwonnicy, składa Redakcja głębokie wyrazy współczucia.
Każdy pożar jest nieszczęściem, ratowanie płonących obiektów jest moralnym obowiązkiem człowieka, tak też było w przypadku płonącej dzwonnicy, poza jednym wyjątkiem – Zawodowej Straży Pożarnej w Bochni, która odległość 1 kilometra, dzieląca jej remizę od kościoła, pokonywała aż przez 30 minut. Przed nią na miejsce tragedii przybyła Ochotnicza Straż Pożarna z Łapczycy. Fakt nie potrzebuje komentarza.
WPŁATY: Komar 3.900, POP 1.000, Malarz 200, Czarne Chmury 2.000, Czarne Chmury 2.000, Regan II 2.400, Komar 3.800, ZN 1.400. Dziękujemy.
Drukarnia „Wilno” im. gen. Okulickiego „Niedźwiadk