Pacyfikacja ZPH (Stalprodukt S.A) w Bochni

Wprowadzenie stanu wojennego w Bochni i pacyfikacja Zakładu Przetwórstwa Hutniczego

(obecnie STALPRODUKT S.A)

12 grudnia 1981r

Jest sobota. Jak co dzień jestem w pomieszczeniu KZ NSZZ”S”. Idąc do pracy z kolegą rozmawiamy o aktualnej sytuacji. Często pada słowo konfrontacja, ale żaden z nas nie wie jak ona ma wyglądać, chociaż obydwaj się zgadzamy, że wisi ona w powietrzu. Dzień pracy rozpoczyna się normalnie. Przychodzi pismo od dyrektora w spr  awie zwolnienia pracownika, chyba za pijaństwo, Jeżeli do poniedziałku nie oprotestujemy zwolnienia to chłopaka zwolnią. Odkładamy wydanie opinii do poniedziałku. Jak się później okazuje stan wojenny uratował go od zwolnienia bo nie było opinii związku. Jeden z niewielu przypadków gdzie stan wojenny przyniósł korzyść pracownikowi.

Około południa przychodzą pierwsze teleksy z Gdańska gdzie obraduje Komisja Krajowa. Są to na razie ogólne wstępne teksty oceniające aktualna sytuację w kraju. Około 13-tej otrzymujemy teleks z którego wynika, że niektórzy wojskowi (ze Szczytna) otrzymali zalakowane rozkazy na wypadek wojny oraz otrzymali rozkaz wymarszu (dokąd?). Później przychodzi następny teleks informujący o ruchach wojsk i zmotoryzowanych brygad udających się w kierunku Gdańska. Nie robią te wiadomości na mnie większego wrażenia. Tyle ostatnio było różnych niedorzecznych wiadomości, że w zasadzie nie wiadomo w co wierzyć. Poleciłem wywiesić te teleksy w gablocie i przesłać do innych zakładów pracy w Bochni. Około 14-tej przyszedł teleks z patriotycznym wierszem Miłosza – nie pamiętam tytułu. Była tam mowa o niepodległości. Coś mnie tknęło. Wysyłam ten teleks do KM HiL. Po pierwszej zwrotce połączenie zostaje przerwane. Próbuję drugi raz – to samo. Po zgłoszeniu się za trzecim razem Solidarności w KM HiL piszę na teleksie „ podsłuchującego ubeka proszę o nie przeszkadzanie w łączności teleksowej”. Poskutkowało teleks przeszedł cały.

Po skończonym urzędowaniu w KZ udaję się do delegatury ZR Małopolska przy ul. Kazimierza Wielkiego. Jest kilka osób pełniących kierownicze funkcje w Solidarności w bocheńskich zakładach pracy. Kierownik delegatury Zbigniew Dulemba informuje, że wczoraj usiłowano go przejechać z premedytacją samochodem w Brzesku gdzie mieszka. Ustalamy rezerwowy skład władz związku na wypadek aresztowań. W zakładach pracy zrobiono to już dużo wcześniej. Szefa wyznacza tajnie kierownik Delegatury nie informując pozostałych kto nim jest. Sytuacja jest napięta. W nocy z 11 na 12 – tego ktoś rozwiesił plakaty z napisem KPN – Koniec Polski Niepodległej. Ustalamy plan dyżurów w Delegaturze. Do godziny 18-tej ma być pracownik etatowy Delegatury Władysław Piecuch. Na noc miał zostać kierownik Delegatury, ale ponieważ był mocno przerażony zaproponowałem żeby poszedł do domu, a ja przyjdę na noc. Po zebraniu idę do siostry, aby coś zjeść. Wypijam przy okazji dwa kieliszki imieninowej jeszcze z Barbary i idę na dyżur. Z początku przebiega wszystko normalnie. Telefonuje chyba dwa razy do Solidarności w KM HiL z zapytaniem o wiadomości z posiedzenia Komisji Krajowej, ale mają tyle samo co ja. Umawiam się, że kto dostanie pierwszy teleks ten od razu przekaże.

Około 22-giej dostaję teleks z Domu Chłopa w Warszawie, gdzie zainstalowana jest obsługa informacyjna Regionu Mazowsze. Idą pierwsze uchwały. Jestem zawiedziony. Sytuacja napięta, a tu jakieś ogólnikowe stwierdzenia (Jak się później okazało najważniejsze miały być później). Po około 20 minutach teleks się wyłączył. Zakląłem, w duchu zdobycze polskiej techniki bo dość często zdarzało się zawieszenie teleksu na poczcie. Wykręcam telefon do KM HiL – nie ma kierunku. Próbuję Tarnów – to samo. Coś mi zaczyna świtać w głowie. Zamawiam na poczcie błyskawiczną do kierownika delegatury w Brzesku. Za minutę dostaje połączenie. Zdaję relację: połączenia telefoniczne na Kraków i Tarnów zerwane, teleks nieczynny jeśli będą nowe wiadomości zadzwonię. Dzwonię do dyspozytora w ZPH i proszę o połączenie linią hutniczą z Solidarnością KM HiL. Za chwilę dyspozytor odpowiada, że nikt się nie zgłasza. Zamawiam po raz drugi błyskawiczną do Brzeska. Słyszę wystraszony głos telefonistki z zapytaniem co się dzieje? (wtedy już wojsko prawdopodobnie z Nowego Sącza wchodziło na pocztę). Odpowiadam, że nie wiem, uspokajani się ,żeby się nie denerwowała i połączyła mnie z Brzeskiem. Za kilkanaście sekund dostaję Brzesko. Informuję

Dulembę, że w związku z zerwaniem łączności udaję się do zakładu pracy bo tani będzie bezpieczniej.

O 2330 opuszczam delegaturę. Idę do rynku. Żadnych podejrzanych ruchów, które by coś zwiastowały. Na postoju taksówek dwóch pijanych oczekujących na taryfę. Podjeżdża kolega, który dorabia jako taksówkarz nie mając jeszcze zezwolenia i napisu taxi na dachu samochodu. Poznaje mnie i zatrzymuje się. Proszę o podwiezienie do huty – jadąc opowiadam mu po drodze z zerwanej łączności. Nie bierze żadnych pieniędzy za podwiezienie.

Strony: 1 2 3 4