14 grudnia 1981r.
Budzę się około 4-tej i wybieram się na spacer po zakładzie. Wszystko jest w porządku. Przynosi mi to pewna ulgę. Coraz bardziej zaczyna docierać do mnie powaga sytuacji. Jestem trochę przygnębiony. Poniedziałek rano. Przychodzą wszyscy pracujący na jedną zmianę. Znów zebranie informacyjne. Witek jest już ochrypnięty od ciągłego mówienia. Jestem mu bardzo wdzięczny gdyż mnie wyręcza. Po jego przemówieniu zabiera głos przewodniczący Komisji rewizyjnej Zalasiński. Mówi o roku 1956, który dobrze pamięta. Płacze – część sali też. Jestem bardzo wzruszony. Łączność telefoniczna jeszcze działa do godziny 10 -tej Kopalnia Soli strajkuje, Zakład Naczyń Kamionkowych tez coś próbuje. Próbuje również i Spółdzielnia Ogrodnicza. Z innych zakładów nie mamy wiadomości. Podajemy przez radiowęzeł przemówienie wojenne generała oraz nasze oświadczenie w którym stwierdzamy, że świadomi sytuacji i odpowiedzialności będziemy spełniać swoje powinności dopóki tego sobie będzie życzyć załoga.
Zakład zostaje zamknięty. Nikt nie może wychodzić bez odpowiedniej przepustki. Wydajemy takich przepustek kilka dla tych którzy otrzymali karty mobilizacyjne, aby ich nie narażać na odpowiedzialność karną. Jednemu z zaufanych pracowników polecam zorganizować kilka osób aby poszły na dworzec PKP i wypytywały przyjezdnych o to co się dzieje w Polsce oraz informowały o tym co u nas. Akcja ta nie przynosi w zasadzie żadnych rezultatów. Na jednym z zebrań informacyjnych rozdajemy około 100 egzemplarzy „Wspomnień Gomółki” wydanych poza cenzurą, które były do sprzedaży. Natomiast biblioteka wydawnictw niezależnych zostaje ewakuowana i dobrze schowana. Około południa dowiadujemy się, że zlikwidowano w rynku tablicę informacyjną Solidarności. Zabetonowane rury na których była umocowana ucięto przy samej ziemi. Pod bramę zakładu przychodzą rodziny i przynoszą jedzenie dla pracowników. Wywołujemy przez radiowęzeł tych, którzy maja się zgłosić na bramę. Z Krakowa przyjeżdżają studenci i przywożą dokumenty wydawane przez Komitet Strajkowy KM Bil, który przekształcił się w regionalny Komitet Strajkowy Regionu Małopolska. Ze względu na zagrożenie interwencją przenosimy komitet strajkowy z biurowca na hale produkcyjną. Tam montujemy nagłośnienie, aby był kontakt z ludźmi. Sytuacja staje się coraz bardziej nerwowa. Do ludzi przemawia I sekretarz KZ PZPR J. Klassa. W przemówieniu podkreśla słuszność protestu, a w czasie rozmowy z nami proponuje przejecie przez partie kierownictwa strajku ponieważ partia jest legalna i jej działalność nie została zawieszona. Nie zgadzamy się . Wieczorem około 17 -tej zjawia się w zakładzie II sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR Wiesław Palczewski. Znam go osobiście bo zanim poszedł w sekretarze pracował jako elektryk w ZPH i spotykaliśmy się w czasie pracy. Przez Klassę daje mi znać, że chce ze mną rozmawiać. Rozmawiamy kilka minut na hali. Przestrzega przed interwencją i proponuje, że sprowadzi na rozmowy władze wojskowe. Zgadzam się.
Po dwóch godzinach przyjeżdża kilka osób. Komisarz w stopniu pułkownika, który już wcześniej bywał w zakładzie i miał ze mną kilka scysji, Komendant MO w Bochni i jeszcze chyba czterech wojskowych i milicjantów. Najpierw był telefon z bramy, że są i chcą wjechać „gazikiem” do zakładu. Polecam aby ich wpuszczono. Parkują przed dyrekcją. Palczewski prowadzi ich na halę do naszego kantorka. Obok nas stoi lub leży ( niektórzy śpią około 1000 pracowników. Wojskowi jak gdyby się przestraszyli klasy robotniczej i stwierdzili, że tu nie będą rozmawiać i proponują gabinet dyrektora. Po chwili wahania zgadzamy się. Biorę ze sobą dwóch kolegów z prezydium i idziemy. Za nami podąża około 200 pracowników pilnując aby nas nie zwinęli. Rozmowa u dyrektora odbywa się na stojąco i trwa kilkanaście sekund. Przemawia pułkownik żądając ultymatywne zakończenia strajku i rozejścia się do domu. Próbuje zabrać głos sekretarz Klassa żądając wyjaśnień. W pół słowa wchodzi mu pułkownik „nie ma żadnych dyskusji”. Wychodzą gabinetu. My też. W drzwiach mijam się z pułkownikiem. Z szyderczym uśmiechem mówi „Do widzenia, panie Orzeł”. Odpowiadam „Do widzenia” i wychodzę. Wtedy zrozumiałem., że wyrok został już wydany. Wracam na halę. Przemawia Bawolski i sekretarz Klassa. Treści ich przemówień są zbieżne. Trwamy nadal. Sytuacja coraz bardziej nerwowa. Pracownicy dowożeni autobusem z Krakowa (przeważnie kadra inżynieryjno-techniczne) chcą wyjechać ktoś wydaje zgodę. Zatrzymują ich na bramie pracownicy z wydziału P2. Autobus wraca do garażu. Kilku pracowników z wydziału P2 chce uruchomić agregat i ciąć profile na odpowiednią długość, aby było się czym bronić. Dla wszystkich jest już jasne że będzie pacyfikacja. Zabraniamy kategorycznie cięcia profili. Jeden z mechaników z Pl przedstawia mi jak z kawałka rurki śrutów i sprężonego powietrza, które jest na hali, zrobić karabin maszynowy na śrut. Tłumaczę mu, że to nie ma sensu, że oni mają czołgi skoty, karabiny itp. Chyba to przemawia do niego. W nocy czujemy się bezpiecznie o tej porze na pewno nie przyjdą. Kładę się na trzy godziny spać. Na podłodze z podłożona kufajką zasypiam natychmiast.