Wcieleni do wojska

Jerzy Wojakiewicz

Szanowny Panie!

Od lat czytuję wspomnienia różnych działaczy i „działaczy” SOLIDARNOŚCI”, w tym i Pańskie i nikt, ale to nikt nie zauważa dramatu ludzi, którzy fatalnym  zrządzeniem losu – po ogłoszeniu stanu wojennego – znaleźli się po drugiej stronie barykady. Bardzo proszę czytać dalej ponieważ chcę króciutko opisać sprawę pracowników Waszej huty. 13 grudnia zmobilizowano (chyba?) tysiące rezerwistów – ci, którzy mieli nieszczęście odbywać wcześniej służbę w WOP, Nadwiślańskich Jednostkach MSW, pracować wcześniej w zawodowej straży pożarnej, a nawet w straży przemysłowej – zostali bezpardonowo wcieleni do… milicji! Tak, ubrano nas w mundury milicyjne lub wojskowe z naszywkami „milicja” i wysłano na pacyfikację między innymi huty w Bochni. Byłem tam i widziałem ludzi, którzy dzień wcześniej strajkowali w zakładzie, a nazajutrz postawiono ich naprzeciw własnych kolegów! Płakali jak dzieci – obawiali się osądu i podejrzeń o zdradę, a sprzeciwić się nie byli w stanie, gdyż to groziło sądem polowym –  jak na wojnie! To była perfidia i mistrzowskie posunięcie ówczesnych władz. Takich ludzi (z Waszego zakładu) – tylko w mojej kompanii było czterech – niestety, ich nazwisk nie zapamiętałem, wiem tylko, że dwóm było na imię Józef. Proszę mi wierzyć, że dla tych ludzi TO było większą tragedią niż groźba więzienia, internowania, a może nawet śmierci. Pamiętajcie, proszę, o takim obliczu stanu wojennego jeśli kiedykolwiek – bez stuprocentowej pewności – będziecie posądzać swych kolegów, znajomych, towarzyszy strajkowych o zdradę lub kolaborację z organami ucisku! Zaliczyłem 111 dni „wojny”, byłem (oczywiście z mi podobnymi „milicjantami” i w hucie w Bochni i na Śląsku w hucie Katowice i w wielu  innych miejscach, ta masa milicji (o wojsku się nie wypowiadam) to wg mojej oceny w połowie byli ludzie tacy jak ja, przymusem wcieleni do znienawidzone formacji, lecz psychoza dużych liczb zadziałała, bo kto mógł wiedzieć, że część tych ludzi to członkowie właśnie „SOLIDARNOŚCI”, że mamy puste magazynki przy broni z 1940 r! Oczywiście, nigdy nie rzucano nas na pierwszą linię, byliśmy statystami w tym tragiczno-groteskowym teatrze, mistrzowsko wykorzystanymi przez ludzi sterującymi przebiegiem działań. Pierwszy raz o tym piszę i nie chodzi mi o siebie lecz o takich właśnie Józków – hutników, górników, kolejarzy itp. Pamiętajcie również o nich!
Z poważaniem:

Jerzy Wojakiewicz

Od adminstratora

Dziękuję bardzo za nadesłany list. Rozumie Pana samopoczucie w tamtych czasach, znam kilka osób, które znalazły się w takiej samej sytuacji jak Pan.  Proszę mi wierzyć, że nigdy ani ja, ani moi koledzy nawet nie myśleli o nich jako o ludziach drugiej kategorii. Zapraszam Pana jak i inne osoby, które wówczas wcielone zostały do wojska, do szerszego opisania atmosfery tamtych czasów. Na pewno je opublikuję.

Pozdrawiam
Jerzy Orzeł