Manipulacja projektem uchwały Rady Miasta Bochni

 

Przedruk za internetowym wydaniem Czasu Bocheńskiego z dnia 17 lipca 2011r.

Komu w Bochni przeszkadza ulica Solidarności?

 

 

Uchwała zamieciona pod dywan?

O zasługach ruchu „Solidarności” dla procesu wyrwania Polski z okowów totalitarnego systemu made in ZSRR napisano już dziesiątki książek i nakręcono niewiele mniej filmów. Powstało wiele pomników, poświęconych robotniczemu zrywowi w 1980 r., bardzo znacząca liczba miast ma też ulice, nazwane owym symbolem nadziei na wolny i demokratycznie rządzony kraj.

 

Co z owym ruchem stało się w czasach już nam współczesnych, doskonale wiemy – swary i kłótnie, „wojenki na górze” zmąciły wizerunek, przybrudziły sztandar. Pozostała jednak legenda. Legenda zjednoczonego narodu, który w chwili próby zdał egzamin i odniósł zwycięstwo. Jego symbolem stała się właśnie „Solidarność”, ta z 1980 r., niepodzielona, ideowa, wolna od egoizmu.

Gdy w 2010 r. obchodzono 30-lecie powstania NSZZ „Solidarność” jej ówczesne bocheńskie władze zamierzały, by fragment nowej trasy o roboczej nazwie KN-II nazwać właśnie imieniem Solidarności, kilkakrotnie takie propozycje zgłaszali też mieszkańcy. Odpowiedni wniosek złożyło pięcioro radnych i rozpoczęto procedurę. Pomysł był następujący: ponieważ droga jest dosyć długa (obecnie ma niemal 2 km) i dodatkowo miała być wydłużona o część łączącą się z ul. Armii Krajowej (tzw. druga część KN-II) członkowie komisji kultury Rady Miasta, która jest władna zajmować się takimi sprawami, postanowili trasę podzielić na 3 fragmenty. Pozostająca jeszcze w sferze planów część drogi opasająca Os. Niepodległości miała zyskać nazwę ul. Solidarności, odcinek od Os. Niepodległości do ronda w ul. Karosek – Ofiar Katynia, a część ostatnia, do ul Poniatowskiego – rtm. Pileckiego, o co usilnie zabiegało Stowarzyszenie Bochniaków. Plany te nie zostały jednak zrealizowana do końca tamtej kadencji, bo część radnych i urzędujący wtedy burmistrz, Bogdan Kosturkiewicz, wstrzymywał sprawę, by nie zostać posądzonym o wykorzystywanie jej w trakcie kampanii wyborczej.

Do tematu na wiosnę wróciła już nowa Rada, jednakże zastała zmienioną sytuację. Wiadomym już było, że przynajmniej na razie, nie powstanie przedłużenie KN-II, wobec czego skrócił się odcinek drogi, której przydzielić miano nazwy. Komisja Kultury postanowiła więc o innym rozłożeniu patronów. Nazwę Solidarności miał zyskać odcinek od dworca PKP do ronda przy ul. Karosek, odcinek przy cmentarzu i powstającej Alei Dębów Katyńskich – od ronda aż po wjazd do kotłowni MPEC-u pozostał jako Ofiar Katynia, a ostatni odcinek trasy, do ul. Legionów Pol. miał zostać nazwany ul. Pileckiego. Za pomysłem tym głosowali wszyscy członkowie komisji i zgodnie z regulaminem jej przewodnicząca, Łucja Satoła-Tokarczyk, poinformowała o powyższym na majowej sesji Rady Miasta.

Sprawa nazw ulic miała zostać głosowana na sesji następnej, w czerwcu i ku wielkiemu zdziwieniu, przynajmniej niektórych, radnych z programu sesji spadł punkt, mówiący o nadaniu nazwy ulicy Solidarności.

Jaki był przebieg posiedzenia komisji kultury przed sesją czerwcową zapytaliśmy jej członka, radnego Jana Balickiego, który był także jednym z pięciu wnioskodawców projektu nadania w Bochni ulicy Solidarności:


Red. Wchodząc na posiedzenie komisji otrzymali państwo zaproszenie na sesję z programem, w którym brakło projektu uchwały w sprawie ulicy Solidarności, chociaż dwa pozostałe projekty zostały umieszczone. Jak pan zareagował
?

Jan Balicki: Podobnie jak pozostali członkowie komisji byłem mocno zdziwiony i zapytałem, jak to możliwe, że zmienione zostały propozycje nazw przyjęte jednogłośnie przez członków komisji kultury przed miesiącem, a przygotowano tylko dwa projekty nazw ulic, w dodatku w zmienionej konfiguracji? Kto podjął taką decyzję stojącą w jaskrawej sprzeczności z regulaminem Rady Miasta Bochnia pod nazwą „Zasady i tryb nadawania i zmieniania nazw ulic, placów i obiektów publicznych na terenie Gminy Miasta Bochni”?. Jasno określa on przecież, że to komisja kultury upoważniona jest przez Radę Miasta do rozpatrywania wniosków w sprawie nadawania lub zmieniania nazw ulicom, placom i obiektom publicznym. Przewodniczący komisji proponowana nazwę przedstawia wszystkim radnym na plenarnym posiedzeniu Rady, na miesiąc przed planowanym głosowaniem. Przez ten czas mieszkańcy mogą zapoznać się z proponowaną nazwą, jej uzasadnieniem i ewentualnie poprzez swoich radnych wyrazić swoją opinię podczas głosowania uchwały. Ze strony komisji wszystkie te warunki zostały spełnione.


Próbował pan wyjaśnić, kto stał za tą zmianą?

Tak, próbowano to tłumaczyć opinią zarządu osiedla, który negatywnie odniósł się do podziału drogi na trzy części. Zmianę argumentowano też tym, że bocheńska Solidarność narodziła się w hucie, a koło Stalproduktu będzie budowany łącznik autostradowy, a to byłby idealny „kandydat” na ulicę Solidarności. Absolutnie nie mogłem się zgodzić z takimi odpowiedziami: Po pierwsze: zarząd osiedla ma prawo do opiniowania proponowanej nazwy, ale nie ma prawa do dokonywania zmiany propozycji komisji. Takie prawo ma wyłącznie Rada Miasta. Po drugie: nikt nie potrafi określić, czy i kiedy powstanie łącznik, a na razie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nieprędko. Takie postawienie sprawy jest de facto odłożeniem jej w bliżej nieokreśloną przyszłość. Poza tym, czy nie jest hipokryzją oczekiwanie od narodów Europy by uznały rolę „Solidarności” i Polski w przemianach, które nastąpiły po 1989 roku, podczas gdy my sami zachowujemy się tak, jakbyśmy wstydzili się tego bodaj najszerszego ruchu obywatelskiego w powojennej historii naszego kraju?


Co było dalej? Wiadomo, ze mimo umieszenia w programie sesji uchwał nie doszło do ich omówienia i przegłosowania, bo przewodniczący Rady zdjął je z porządku posiedzenia.

Wiem, że podobnie reagowali także inni radni, nie tylko z komisji kultury. Poza tym interweniowali u przewodniczącego Rady przedstawiciele bocheńskiej delegatury „Solidarności”. Temat ma podobno wrócić pod obrady po wakacjach.